Fashion Week Poland 2014

IMG_20140509_205219

Każdy Fashion Week zaczyna się dla mnie tak samo.

tumblr_n5b19lCRqK1s2fh8ro1_1280

Od takiego właśnie widoku. Im więcej czasu spędzam jeżdżąc po Polsce (a ostatnio zdarza mi się dosyć często) – tym bardziej lubię takie obrazy. Prosta droga, światło, horyzont. Magia :) Nawet jak jedziesz sobie po prostu do Łodzi, a nie legendarną Highway 66, taki roadtrip i tak ma w sobie coś magicznego. A największa magia dzieje się w tym jedynym Mac’u, na trasie Poznań-Warszawa (który wypada tuż przed Łodzią), gdzie zawsze spotkamy kogoś znajomego. Zwłaszcza o 1 w nocy, wracając z Fashion Week’a.

Ale, ale, jeszcze o FWP nic nie napisałam, a już jestem przy powrocie. Więc od początku.

Każdy FWP zawsze zaczyna się dla mnie tak samo. Od widoku autostrady. Lub jeszcze wcześniej: od momentu kiedy stoję przed otwartą szafą i mówię: “Tym razem NAPRAWDĘ nie mam co na siebie założyć.” ;) Przez chwilę jest dramat, postanawiam: “muszę po pracy skoczyć na zakupy!”, po czym jednak pojawia się pomysł. Nie ukrywam, pomaga, że mam nieskończoną ilość biżuterii do wyboru, żeby wymyślić ciekawy, ale i wygodny (inaczej nie umiem, niestety!) look na największą imprezę modową w Polsce.

Dlatego u mnie kolejność często jest odwrócona. Zaczyna się od biżuterii. Wpada mi w ręce naszyjnik z kolekcji KOMIKS. Potem następuje szybki łańcuch skojarzeń: złoto pięknie odbija na głębokim błękicie, więc zaczynam szukać czegoś niebieskiego, i już nagle cały outfit mam gotowy.

IMG_20140515_191344

Niestety, nigdy nie mam czasu, żeby zostać na FWP na dłużej. Wpadam i wypadam – jestem tylko jeden dzień, i jak to usłyszałam ostatnio: “Nigdy nie zostajecie z nami na Afterparty!”. Taki los, w piątek po pokazach wsiadam do auta, bo następnego dnia o 9.00 muszę być na zajęciach na uczelni (kończę właśnie studia podyplomowe na Uniwersytecie Ekonomicznym). Z dużym kubkiem kawy.

Strefa showroom – od niej zawsze zaczynam. Skrzywienie zawodowe: wolę oglądać ubrania i dodatki “w akcji”, na ludziach. Rozmawiać z projektantami, oglądać stoiska, sprawdzać ceny, oceniać produkty pod kątem sprzedaży (a więc tak ważna relacja cena-jakość). Pokazy są piękne, ale oderwane od codzienności. Prezentują pewną wizję, wyidealizowaną wersję rzeczywistości. Modelki mają idealne proporcje, kolekcję uzupełnia muzyka, światło, dodatkowe efekty. Często nawet trudno mi sobie wyobrazić te ubrania na kimś znajomym. Nie mówię, że to jest złe. Niektóre pokazy robią na mnie ogromne wrażenie (szczególnie muzyka!), ale bliższa mi jest moda, która schodzi z piedestału, przestaje być teatrem, wkracza w prawdziwe życie.

IMG_20140515_191131

Może dlatego z piątkowych pokazów na Designers Avenue najbardziej podobała mi się kolekcja Natalii Jaroszewskiej. Była dosyć bezpieczna, jeśli chodzi o formy, fasony i kolory, ale przez to bardzo życiowa. Conajmniej połowę z jej rzeczy chętnie wzięłabym dla siebie lub dla mojej mamy. Kombinezon, płaszcz, sweter, spódnice (co najmniej dwie!), i kilka sukienek. Ponadpokoleniowo, uniwersalnie, stylowo.

Czego nie widziałam, a żałuję? Pokazu Kas Kryst – oglądałam zdjęcia, i wygląda naprawdę super. Zaskakujące fasony, gra “dookoła” czerni. Wszystko jest czarne, ale nic nie jest czarne (sprawdźcie zdjęcia, zrozumiecie). Żałuję, że nie mogłam być w Łodzi w sobotę – wtedy swoje kolekcje prezentowała pani Joanna Klimas oraz MMC Studio. Na pocieszenie: fotka z Iwoną Majer (która razem z Rafałem Michalakiem tworzy MMC Studio) oraz Joanną Horodyńską (wieloletnia przyjaciółkę i ambasadorkę MMC), które spotkałam na piątkowych pokazach.

Pozdrawiam już z Poznania,

IMG_20140509_205219

Leave a Comment.