Hello, Wrocław!

aniakruk_wroclaw_uniwersytet_ekonomiczny_1

Ostatnio mocno odpłynęłam na blogu w kierunku lifestyle’u, więc dziś będzie bardziej firmowo. Zostaliśmy zaproszeni na bardzo fajne wydarzenie, 5-lecie Forum Edukacji Biznesowej, które działa przy wrocławskim Uniwersytecie Ekonomicznym. Tak się złożyło, że te 5 lat temu, na inauguracji FEB’u miał wykład mój tata – Wojciech Kruk. Mówił wtedy dużo o W.Kruku, o wrogim przejęciu firmy przez Vistulę – takie case study. Dziś zaproszono również mnie i Wojtka, żebyśmy opowiedzieli o tym, jak dalej potoczyła się ta historia, i jak pasja oraz rodzinna tradycja przekładają się na biznes. Ułożyło się to w taką symboliczną klamrę: 5 lat temu tata był sam, a teraz przyjechaliśmy we trójkę. Tata zaczyna opowieść, ale w którymś momencie przekazuje nam mikrofon (albo to my musimy mu mikrofon wyrwać, jak się rozpędzi.. Kto był kiedyś na wykładzie mojego taty, wie o czym mówię). Sztafeta. Jak w życiu.

aniakruk_wroclaw_uniwersytet_ekonomiczny_4aniakruk_wroclaw_uniwersytet_ekonomiczny_2

A oto nasz Dream Team. Staraliśmy się prowadzić to spotkanie w formie rozmowy – przerywając sobie i dopowiadając różne rzeczy, każdy ze swojej dziedziny. Powiedziałabym, że wykład był fajny, ale potem przeczyta to ktoś z Wrocławia i nagle się okaże, że to tylko mi się tak wydawało… Więc może nie będę się narażać na zderzenie z rzeczywistością ;) W każdym razie było dużo śmiechu, luzu i mam nadzieję praktycznych wskazówek, które mogą się przydać przy zakładaniu własnej firmy. Tata mówił sporo o historii, o tym skąd się wzięła marka W.Kruk – co jest o tyle ciekawe, że studenci, ludzie tylko parę lat młodsi ode mnie – poznali W.Kruka juz jako giganta na rynku. Czasami wtedy ciężko uwierzyć, że nie zawsze tak było, że jeszcze w latach 80-tych to był jeden warsztat i jeden sklep w Poznaniu, że to dopiero mój tata, przejmując warsztat od swojego ojca, umiał przekształcić go w coś większego, rozwinąć aż do skali, w której działa teraz.

Oczywiście, w tej chwili żyjemy już w zupełnie innej rzeczywistości. Marki, które startują teraz, działają w zupełnie innych warunkach, posługują się innymi narzędziami. I o tym była nasza część wykładu. Przeprowadziłam studentów przez etapy budowania własnej marki, opowiedziałam jak to było w naszym przypadku, co trzeba wykorzystać, jak obrócić słabości w siłę, a siłę w przewagę konkurencyjną i wywalczyć sobie swoje miejsce na rynku. Teraz tak ładnie to sformułowałam, oczywiście na wykładzie gładkie formułki nagle uciekły z mojej głowy, zastąpione przez tremę. W końcu sala była pełna, oczy skupione na nas. Stresik. Ale pozytywny – bo było wesoło.

aniakruk_wroclaw_uniwersytet_ekonomiczny_1

Duże podziękowania dla pana Rektora Andrzeja Gospodarowicza oraz wrocławskiego Uniwersytetu Ekonomicznego za zaproszenie. Wszystko było naprawdę świetnie zorganizowane, profesjonalnie przygotowane od A do Z. Bardzo duża w tym rola Profesora Jerzego Niemczyka, który jest siłą napędową całego FEB-u, i przede wszystkim bardzo energiczną i pełną entuzjazmu osobą, ze świetnym kontaktem ze studentami. Dziękujemy – bo było naprawdę super. Mój tata ma bardzo duże doświadczenie jeśli chodzi o wystąpienia publiczne, jest takim samograjem, dla mnie każde takie spotkanie to ciągle wyzwanie, które chętnie podejmuję. Miałam już mini-wykład i na UAM’ie w Poznaniu, i na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Taka refleksja po: wydaje mi się, że wystąpienia w parę osób są zawsze ciekawsze niż pojedyncze wykłady – bo nawiązuje się dialog, jest chemia. Czasem sobie przerywamy, nie zgadzamy się ze sobą. Jest dynamicznie. Cieszę się, bo była też interakcja ze studentami, po wystąpieniu parę osób do mnie podeszło porozmawiać, na Instagramie pojawiły się zdjęcia z sali wykładowej z hashtagiem #aniakruk. Fajnie!

Co na to druga strona? Jeśli mierzymy poziom satysfakcji z wykładu wielkością bukietu – to Uniwersytet Ekonomiczny był z nas bardzo zadowolony! Kwiaty są przepiękne, bardzo, bardzo dziękuję! Jedyny problem jest taki, że ja nie mam w mieszkaniu takiego wielkiego wazonu, żeby je pomieścić. Więc go podzieliłam na dwa, i stoi w dwóch kuflach do piwa. Trudno, mój narzeczony przez parę dni będzie musiał się bez nich obejść…[ Toni, lo siento, esta semana no hay mas cerveza! ] Wniosek: jeśli ktoś myśli poważnie o karierze akademickiej, duży wazon na kwiaty jest niezbędny.

Z poważaniem,

IMG_20140122_115113

wiadomość z ostatniej chwili:

Dostaliśmy przemiłego maila na kontakt@aniakruk.pl od Beaty, która była na sali i między innymi pyta co miałam na sobie :) A miałam na sobie dużo – same cudowności.

In Wrocław I was wearing:
mój ulubiony ostatnio naszyjnik ze złotymi perłami z kolekcji EVENING STAR / dwa naszyjniki z kryształków z kolekcji DROPS (nowość!) / długi naszyjnik z perełkami również EVENING STAR

do tego: bransoletka DECO oraz pierścionki, mnóstwo pierścionków z kolekcji DECO i FASHION.

Załączam fotkę. Na której dobrze widać jak wielką sztuką jest zrobienie porządnej selfie ;) Pierwsza próba nieudana. Druga do przyjęcia. Niedoścignionym mistrzem w tej dziedzinie pozostaje Dawid Woliński. #windawolinskiego #wiadomo

aniakruk_uniwersytet_ekonomiczny_wroclaw_5

Wszystkie zdjęcia pochodzą z materiałów Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.
No prawie, oprócz tego na końcu wpisu ;)

Święta w Poznaniu i Barcelonie

tumblr_mykp04gOJj1s2fh8ro1_1280

Wiem. Jest 22 stycznia, wszyscy juz dawno zapomnieli, że Święta były, a ja tutaj nagle z takim postem. Co zrobić, pojechał człowiek na wakacje, oderwał się od pracy, a kiedy wrócił… No właśnie, te powroty z wakacji wiążą się zawsze taką ilością nagromadzonych zadań i zaległości, że nie wiadomo od czego zacząć. Więc w ciągu dnia, w pracy, nie miałam kiedy skupić się na blogu i tak sobie ciągle powtarzałam: “usiądę sobie do tego dziś wieczorem w domku, na spokojnie, zrobię dobrą herbatę i wszystko ładnie napiszę”. Ta. Z rumieńcem wstydu przyznam, że realizację tak pięknego planu uniemożliwiła 1 rzecz. Przeszkoda nie do pokonania. Serial Homeland. Odkąd obejrzałam pierwszy odcinek na początku stycznia, tak musiałam, po prostu MUSIAŁAM obejrzeć go aż do końca. Aż do końca 3 sezonu, rzecz jasna. Rozumiecie mnie? Są tu inne osoby z lekką obsesją na punkcie Homeland? ;)

Dlatego blog został chwilowo porzucony, dla Carrie, Brody’ego, Saula, Quinna (aaaach, Quinn…) i ogólnej tematyki super-szpiegów, Bliskiego Wschodu, podwójnych agentów, terrorystów, i w ogóle. Wiecie, tak w ramach małego researchu do następnej kolekcji… ;)

Ale już wracam, wrzucam zdjęcie choinki i mentalnie przenoszę się na koniec grudnia.

aniakruk_swieta_tradycja_rodzinna

Moje Święta Bożego Narodzenia to żywy przykład, jak rodzinne tradycje się zachowują w czasach globalizacji i miksu kulturowego, w którym żyjemy. Mój mix jest polsko-hiszpańsko-kataloński. Więc część Świąt spędzamy w Poznaniu, a część w Barcelonie. Taki lajf: jeśli rodzina jest porozrzucana po świecie, to w czasie Bożego Narodzenia trzeba się trochę najeździć. I tak uważam, że mamy z Tonim szczęście – są pary, które 24 grudnia muszą obskoczyć 2, albo i 3 Wigilie, co jest zadaniem zupełnie karkołomnym. Nam się udało wszystko sprawnie poukładać, i mimo sporej odległości do pokonania, co roku być z naszymi najbliższymi w najważniejszych dla nich momentach.

24 grudnia, Wigilia – Poznań.
Tego dnia do późna siedzimy w pracy. Zamykamy nasze butiki dopiero o 15:00, i my od lat (wcześniej w W.Kruku, a teraz w Ani Kruk) jesteśmy do tej ostatniej chwili razem z dziewczynami. Ale to nie znaczy, że odpuszczamy sobie Wigilię – o nie! W mojej rodzinie obchodzimy Święta w tradycyjny, polski sposób – zbieramy się wszyscy razem, w ponad 10 osób, mamy choinkę, kolędy, 12 potraw. Karp smażony, gotowany, ryba po grecku. Kapusta z grzybami. Nie ma u nas barszczu, za to jest biała zupa rybna. Taka tradycja, po dziadku. Podobno typowo wielkopolska. Łamiemy się opłatkiem, składamy sobie życzenia. Co roku jest podobnie, a jednak inaczej. Tym razem gwiazdą wieczoru był mały Hubert, synek mojego kuzyna Krzysia – powyżej fotka prababci z prawnuczkiem ♥

O tym, że Święta to dla mnie czas rytuałów, poprzez powtarzalność pewnych gestów, zwyczajów, potraw, wpisania się w pewien większy cykl, Tradycję przez duże T, wspominałam już w poprzednich notkach (tutaj). Tutaj pokażę Wam tylko jeden z pięknych tego przykładów: srebrne sztućce, które wykonał mój pradziadek, Władysław Kruk, pod koniec XIX wieku. Dbamy o nie, chuchamy, i wyciągamy na Wielkie Okazje. I jak tu nie przesiąknąć rodzinną tradycją?

aniakruk_swieta_tradycja_rodzinna_sztucce

25 grudnia, I Dzień Świąt, El dia de la Navidad – El Masnou, Barcelona.

Większość osób w poranki 25 grudnia jeszcze odsypia wigilijną imprezę, a my śmigamy autostradą do Berlina, bo mój brat nas podrzuca na lot do Barcelony. Więc jeśli chcecie wiedzieć jak wyglądają drogi 25 grudnia, to służę informacją: jest pusto. Mgliście, pusto i sennie. Ale plus tego jest taki, że sprawnie dojeżdzamy, i po 2,5h lotu jesteśmy na drugim końcu Europy. Jedziemy do domu, do Masnou, prosto na obiadek na godzinę 15:00. Hm, może słowo “obiadek” nie bardzo pasuje do imprezy na 20 osób, najważniejszego momentu Świąt dla Hiszpanów (tak, tak, wcale nie Wigilia, a właśnie I Dzień Świąt!). Jedzenie też jest zupełnie inne niż w Polsce. O karpiu tutaj nikt nie słyszał, o niejedzeniu mięsa w Wigilię również (większość naszych znajomych 24 grudnia wsuwa jamon – hiszpańską szynkę – i owoce morza). El dia de la Navidad jest bardziej osadzony w tradycji. Podaje się specjalną zupę, która się nazywa Escudella. Poniżej fotka. To tak naprawdę taki bardzo intensywny rosół, gotowany przez wiele godzin na 10 różnych rodzajach mięsa – od świńskich nóżek po kiełbasy i kaszankę, oraz warzywach, czasami dla nas zaskakujących, jak garbanzos – cieciorka. Kto w Polsce wrzuca cieciorkę do rosołu?

tumblr_myeswdioey1s2fh8ro1_1280

Escudella jest przepyszna, mówię Wam to szczerze, z ręką na sercu, i wcale nie dlatego, że ją robiła moja przyszła teściowa… ;) Potem, na wielkich półmiskach wyjeżdza właśnie to wszystko, na czym się escudella gotuje. Tutaj fotki nie załączam, bo jak sobie możecie wyobrazić wygląda to mniej apetycznie niż gotowa zupa ;) Potem jemy jeszcze merluze (morszczuka) z almejas (nie wiem jak się nazywają almejas po polsku – to jest któraś z tych odmian małż). A potem mnóstwo deserów – tradycyjne katalońskie turrones, ale też przywiezione z Polski makowiec, sernik i pierniczki. Mniam!

Znacie ten stereotyp, że hiszpańska rodzina jest duża i głośna? Aha. To sobie pomnóżcie to jeszcze przez dwa, a potem przez parę dni Świąt i rodzinnych spotkań. I turniejów karcianych. Bo każde spotkanie prędzej czy później kończy się tym, że wyciągamy karty i zaczynamy grać w “buraka”. El Buraco* przywędrował do nas za pośrednictwem cioci z Rzymu. Gra w niego nałogowo cała nasza hiszpańska rodzina, a 3 lata temu po wspólnie spędzonej Wielkanocy zaraziła się cała rodzina w Polsce. A nawet sąsiedzi…

*Burak (zbieżność nazwy z naszym polskim warzywem przypadkowa) to gra Remiko-podobna, przypomina Kanastę, tylko jest zdecydowanie mniej matematyki i liczenia.

aniakruk_swieta_barcelona1

26 grudnia, II Dzień Świąt, San Esteban – Barcelona.

II Dzień Świąt spędzamy podobnie – to San Esteban, który jest obchodzony tylko w niektórych regionach Hiszpanii, m.in. w Katalonii. Dlatego tego dnia jedziemy do Barcelony, do bardziej katalońskiej, a mniej wymieszanej, części naszej rodziny i tam powtarza się cały rytuał. Jedzenie, rozmowy, kawa, sobremesa, a potem turniej karciany. Na zdjęciu karty, pierścionki (a co! kolekcja FASHION i DECO), i moje miny, gdy przymierzam okulary kuzynki Toniego, Carli.

Zastanawiam się, co jeszcze mogłoby byc dla Was ciekawe, z różnic kulturowych, które gdzieś tam po drodze wynikają. Może temat kolęd? Kruki kolęd nie śpiewają, bo nikt u nas w rodzinie talentu do śpiewania nie ma. Kolędy lecą z płyty, w tym roku na przykład naszych zaprzyjaźnionych Audiofeelsów. Za to w Hiszpanii… W Hiszpanii niektórzy, aż się rwą do śpiewania…. flamenco! Niby jesteśmy w Katalonii, a flamenco pochodzi z południa Hiszpanii, ale jak nagle jedna z ciotek Toniego zaczęła śpiewać, to po 5 minutach mieliśmy cały chór. Dla mnie nadal lekki szok. [ sprostowanie: Toni przeczytał wpis i powiedział, że to nie było flamenco, ale copla, która jest podobna i również pochodzi z południa. Jest popularna również w Barcelonie, z powodu dużej fali migracji Hiszpanów z Andaluzji do Katalonii. ]

Prezenty – to jest dobry temat. Wyobraźcie sobie, że w Katalonii prezentów nie przynosi Święty Mikołaj ani Gwiazdor. Sytuacja jest bardziej skomplikowana. Według tradycji, te duże świąteczne prezenty przynoszą Trzej Królowie – a więc dzieci powinny czekać aż do 6 stycznia, kiedy to w każdym mieście jest wielka parada, wjeżdzają królowie i rozdają grzecznym dzieciom upominki (ciekawy wątek – dlatego wielkie rebajas, przeceny w sklepach, w Hiszpanii zaczynają się dopiero po 6.01, ponieważ do tego czasu jeszcze wszyscy robią wielkie, świąteczne zakupy). Więc co się dzieje w Wigilię?

cagatio

W Wigilię prezenty (ale takie drobniejsze, raczej słodycze itd.) przynosi Caga Tió. Ja na polski tłumaczę to “pniaczek-sraczek”, i przepraszam, że to określenie jest takie dosadne, ale naprawdę po hiszpańsku cagar to nasze, mało eleganckie “srać”. A dlaczego pniaczek? Bo to faktycznie jest kawałek pnia, z katalońską tradycyjną czapką (la barretina), narysowanym uśmiechem i oczkami, którego ustawia się na początku grudnia pod choinką. Dzieci tego pniaczka regularnie dokarmiają, okrywają kocykiem, podsuwają mleko i ciasteczka. Jeśli rodzice są pomysłowi, to Caga Tió może nawet do Świąt przytyć, urosnąć od tego dokarmiania (tj. tata podmienia pniaczka na coraz większy egzemplarz). I co się potem dzieje? W wigilijny wieczór małe dzieci biorą w ręce kijek i… zaczynają biednego pniaczka okładać, żeby, ekhm, jakby tu ładnie powiedzieć, “wydalił” prezenty. I to wszystko w rytm starej, katalońskiej pieśni.

Niewiarygodne. Ale prawdziwe. Jeśli mi nie wierzycie, odsyłam do Wikipedii, gdzie właśnie przeczytałam, że na Caga Tió można też mówić w bardziej elegancki sposób Tió de Nadal – ale serio, jeszcze tego nie słyszałam z ust żadnego Katalończyka. To chyba taka podręcznikowa nazwa…

A to jeszcze nie wszystko, Katalończycy wymyślili jeszcze taką postać jak el caganer. Tak, źródłosłów podobny. To z kolei jest jedna z ważnych postaci w katalońskiej szopce (el pesebre). W centrum uwagi oczywiście jest Jezusek, Maryja, Józef, gdzieś niedaleko aniołki, pastuszkowie. Ale wzrok każdego Katalończyka od razu zaczyna szukać bohatera drugiego planu. Gdzieś schowany za krzakiem na pewno siedzi el caganer, czyli ładnie mówiąc “osoba ze spuszczonymi majtkami, w trakcie załatwiania potrzeby fizjologicznej”. A wypatrzenie go przynosi szczęście, więc wszyscy wytrwale szukają. Tak na marginesie – furorę robią sprzedawane na straganach figurki przedstawiające znanych sportowców i polityków jako caganers. Wpiszcie w Googla i od razu wyskoczą. Hm, poczucie humoru akurat mamy podobne…

PS. Tutaj anegdota. Wybraliśmy się obejrzeć el pesebre viviente – czyli żywą szopkę, w skali 1:1, z prawdziwymi budynkami, aktorami, zwierzętami (kolejna tradycja). Michael, nasz szwagier z USA, z niewinnym uśmiechem pyta: “Skoro wszystko na żywo, to caganer też będzie?” ;)

tumblr_mykp04gOJj1s2fh8ro1_1280

Niemożliwie długi wyszedł ten mój wpis świąteczny, a napisałam tylko o małej części katalońskich i hiszpańskich zwyczajów. Odbiegłam dość daleko od biżuteryjnych tematów, ale El Masnou, Barcelona, Katalonia – mówiąc szerzej, to tak ważna część mojego życia, że chciałabym się nią z Wami podzielić. Szczególnie, że rzadko ma się okazje poznać inną kulturę z tak bliska, tak bardzo “od wewnątrz”, jak właśnie w czasie rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.

Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie lub Tumblrze, to na bieżąco widzieliście zdjęcia, które codziennie wrzucałam. Słoneczko, morze i dobre jedzenie. Barcelona to idealne miejsce do naładowania baterii. Wygrzewałam się w słońcu jak jaszczurka i cieszyłam z każdego dnia spędzonego z rodziną. Nawet jak już nie mogłam patrzeć na karty (oni nigdy nie mają dość!!!).

Ściskam Was (tych, którzy doczytali do końca – respect! ),

tumblr_myxfu9uTCs1s2fh8ro1_1280

I was wearing:
naszyjnik DECO / bransoletki NATURAL STONES i CONCEPT / łańcuszkowa bransoletka z zawieszkami GLAMROCK

Today I’m wearing: delikatne bransoletki

Delikatne bransoletki Ania Kruk

Delikatne bransoletki Ania Kruk

Today I’m wearing:
prawie codziennie noszę moją ulubioną kompozycję zawieszek GLAMROCK / do tego założyłam mix delikatnych bransoletek, od lewej NATURAL STONES / bransoletka z kryształków DROPS / bransoletka LUCKY STONES / łańcuszkową bransoletkę z doczepionymi zawieszkami GLAMROCK

A tutaj jeszcze zoom na moją kompozycję zawieszek – bo na Instagramowym zdjęciu akurat naszyjnik wyszedł niewyraźnie.

Ania Kruk zawieszki GLAMROCK

Rok 2013

shops

Jest 2 stycznia 2014, wszyscy już ochłonęli po sylwestrowej imprezie i przychodzi czas na refleksję nad rokiem minionym. Fajny był ten 2013! Pierwszy rok, który jako firma ANIA KRUK przeżyliśmy w całości, od stycznia do grudnia. Mamy już prawie 2 lata. Wyrośliśmy z raczkowania, teraz już stoimy mocno na własnych nogach. Ba, zaczynamy biegać! :)

Co się zmieniło w 2013 roku?

shops

Otworzyliśmy 4 nowe butiki w 3 miastach. Katowice, Poznań i Warszawa. Razem mamy już 9 sklepów w całej Polsce. Stworzyliśmy 36 wyjątkowych kolekcji biżuterii, czyli nowości trafiały do naszych butików średnio co 10 dni!

To był też rok internetu. Nowa strona internetowa, nowy blog, nowa sesja zdjęciowa.
W 2013 roku opublikowaliśmy ponad 200 postów na Facebooku, 264 zdjęcia na Instagramie i 57 długich notatek na blogu.

 

internet

W 2013 ponad 5 000 osób dołączyło do nas na Facebooku. 983 osoby zaczęły śledzić moje pół prywatne, pół firmowe konto na Instagramie. Jesteśmy w czołówce polskich marek, jeśli chodzi o to medium.

Angażowaliśmy się w kampanie społeczne. Latem razem z Cosmopolitanem prowadziliśmy akcję “Opalaj się bezpiecznie”, walcząc z rakiem skóry. Ze sprzedaży specjalnie zaprojektowanych na tę okazję bransoletek udało nam się zebrać 17 000 zł, które przekazaliśmy Fundacji Tam i z Powrotem. Promowaliśmy zdrowy tryb życia w akcji “Kręć kilometry” razem z Allegro.

mag

W 2013 na stałe zagościliśmy w prasie: piszą o nas kolorowe magazyny, nasza biżuteria regularnie pojawia się w modowych sesjach zdjęciowych i programach telewizyjnych.

 

tvn

Duże zainteresowanie wzbudza nasza historia. Mój brat i ja jesteśmy piątym pokoleniem w jednej z najstarszych firm rodzinnych w Polsce. O szansach, ale i odpowiedzialności, jakie wiążą się z taką pozycją opowiadałam w dużym materiale dla Elle, w Dzień Dobry TVN, a nawet na konferencji firm rodzinnych w Pałacu Prezydenckim. Pisał o nas Forbes, Newsweek, Polityka, Gazeta Wyborcza oraz Rzeczypospolita.

 

stars

Pokochały nas Gwiazdy. Coraz częściej wybierają biżuterię ANIA KRUK, na co dzień i na wielkie wyjście. Podbiliśmy świat blogerów i youtube’a. Nasza biżuteria pojawiła się w ponad 100 stylizacjach u wielu różnych blogerek i vlogerek z całej Polski. Kochamy Was za to, że za każdym razem nas zaskakujecie. Dziękujemy ♥

welovebloggers

Wiecie, co jeszcze okazało się w 2013 roku? Że mamy wielką, i ciągle rosnącą grupę stałych klientów. Odwiedzacie nas regularnie, wpadacie sprawdzić czy są jakieś nowości, tworzycie swoje mini-kolekcje biżuterii ANIA KRUK. To dla nas ogromnie ważne, bo znaczy, że macie do nas zaufanie. Część z Was mogłam poznać przed Świętami w naszych butikach. Pozdrawiam mamę z córką z Łodzi, które były przemiłe i podarowały dziewczynom z butiku czekoladową choinkę, pozdrawiam Pana z Galerii Mokotów, którego spotkałam w naszym butiku już drugie Święta z rzędu! :) Dziękuję Wam za to, że jesteście!

Taki był ten rok 2013… A teraz, do roboty, bo zaczyna się 2014 !!!