Drużyna Szpiku

Każdego roku 10 000 osób dowiaduje się, że ma białaczkę. Często okazuje się, że jedynym rozwiązaniem jest przeszczep szpiku – a znaleźć odpowiedniego dawcę jest bardzo trudno. Tylko dla 25-30% chorych udaje się znaleźć dawcę w rodzinie. Co się dzieje w innych przypadkach? Trzeba zacząć szukać w bazach szpiku w Polsce i na świecie. Istnienie dwóch obcych osób o podobnym profilu genetycznym waha się między 1:100 a 1:1 000 000. Bardziej prawdopodobne jest znalezienie kogoś o odpowiednim profilu jest na teranach, skąd pochodzą/pochodzili nasi przodkowie – dlatego tak ważne jest budowanie odpowiedniej bazy dawców u nas, w Polsce. W tej chwili na 10.000 mieszkańców mamy tylko 65 dawców. Dla porównania: w Niemczech jest to 535 dawców / 10.000 mieszkańców.

Dużo liczb. A tak naprawdę chodzi o prostą rzecz: rejestrując się jako dawca, możesz uratować komuś życie. Naprawdę.

Prywatnie, jestem zarejstrowana w bazie dawców już od roku.

Dodatkowo, w tym miesiącu wsparliśmy Fundację Drużyna Szpiku za pomocą aplikacji Szlachetny Pulpit, która 75% zysków uzyskanych z reklam przekazuje wybranej przez użytkownika organizacji. Tak więc sponsorowane przez nas grafiki, dzięki bazie użytkowników wspierających Drużynę – wspomogły fundację.

Poznań City Center

aniakruk1_PCC_72dpi_kwadrat

Kto tutaj jest z Poznania? Jeśli tak jak ja, na co dzień żyjecie, jeździcie i chodzicie po naszym pięknym mieście, na pewno od miesięcy obserwowaliście co się dzieje na Dworcu Głównym. Całe centrum jest rozkopane: Kaponiera, Most Teatralny, i do niedawna: właśnie okolice dworca.

Nadszedł nareszcie ten piękny dzień – Most Dworcowy został uporządkowany, a Poznań City Center otwarty :) W piątek był prawdziwy szturm! Załączam zdjęcia naszego nowego butiku. Nie mogę się napatrzeć na nasze nowe witryny. Zdecydowanie zmiana na lepsze! Zabawnie, jesteśmy już coraz większą firmą, a każdy nasz sklep jest inny. Nie narzucamy korpo-standardów od linijki, bo wychodzimy z założenia, że trzeba eksperymentować, próbować, rozwijać się. Zmieniamy ekspozcję, układ, witryny. Nie można stać w miejscu!

Udało mi się namówić dziewczyny do zdjęcia :) Ekipa ANIA KRUK w POZNAŃ CITY CENTER to: Ania (którą znacie już z naszego butiku w Starym Browarze!), Agnieszka, Zuza i Kasia. Witamy :)

Fashion Weekend

tumblr_mv0dv9Hiio1s2fh8ro1_1280

Ostatnimi czasy mam wrażenie, że słowa “wolny weekend” zniknęły z mojego słownika. Naprawdę dużo się dzieje, a ostatni weekend pobił wszelkie rekordy – równocześnie odbyły się trzy ważne wydarzenia: Fashion Week i Design Festival w Łodzi oraz Art and Fashion Festival w poznańskim Starym Browarze. Człowiek się niestety nie rozdwoi – więc trzeba wybrać. I dobrze zaplanować czas: przejazdy, dojazdy; wykłady, których chce się posłuchać, pokazy, których nie można ominąć. Co za dylemat dla środowiska modowego w Polsce. Gdzie jechać? W efekcie cały instagram zaroił się od zdjęć: ci w drodze, tamci już dotarli. Ci zostają w Łodzi, tamci pojechali jednak do Poznania. Co z piątkiem, przecież w piątek jest Jemioł! Nie będziesz na Jemiole? No tak, ale za to w Poznaniu impreza KMAGa… ;) Też miałam wrzucić na instagrama fotkę z autostrady, ale gdy wyjeżdzałyśmy z Poznania nie było juz takiej malowniczej mgły, więc zrezygnowałam. Jak już coś robić, to porządnie, prawda?

Ok, do konkretów. Program był napięty: piątek po pracy – AFF, Poznań; sobota rano samochodem do Łodzi na FW, i o północy znów do Poznania, żeby w niedzielę od rana uczestniczyć w wykładadach w ramach Open University na AFF. Z obu imprez KMAGa zrezygnowałam, i tej piątkowej w Poznaniu, i tej sobotniej w Łodzi. Możliwe, że przegapiłam to, co najważniejsze – tak by wynikało z wielu rozmów ;) No nic, w efekcie nie pokażę Wam słit fotek z imprezy, ale co zrobić – wybrałam sen. Za to żal mi bardzo, że w tym roku nie dotarłam na łódzki Design Festival – oprócz oczywistych powodów ( że tak powiem: merytorycznych), mam osobiście ogromny sentyment do tego wydarzenia. W 2011 moja praca dyplomowa, projekt 100years(of)pl został finalistą konkursu MAKE ME! (główny konkurs festiwalowy dla młodych projektantów), co uważam za ogromne wyróżnienie.

Wrażenia z Łodzi? Może to trochę świętokradcze podejście, ale z mojej perspektywy (a tak jak pisałam w poprzednim poście, staram się nie wypuszczać na niebezpieczne rewiry krytyki mody), Fashion Week to w dużej części impreza towarzyska, gdzie spotykam ludzi z branży, z którymi regularnie współpracuję na polu zawodowym. Często głównie znamy się z maili – i jest to fajny moment, żeby poznać się osobiście, porozmawiać. Jak zwykle, ciekawym dla mnie punktem jest showroom: stoiska projektantów, gdzie mozna znaleźć prawdziwe skarby: ubrania, jak również biżuterię. W tym roku (co było z resztą szeroko komentowane na różnych portalach i blogach), niestety było dość monotematycznie: wiele stoisk zalała fala szarego dresu, który sam w sobie jest fajny, ale w takiej ilości staje się dość monotonny… Pokazy – wybrałam sobotę, ponieważ program był mocny: Michał Szulc, Nenukko, Natalia Jaroszewska, Dawid Tomaszewski oraz MMC Studio (na fotce powyżej właśnie MMC). Trudno mi oceniać ich kolekcje, bo moje opinie są bardzo subiektywne: podoba mi się lub nie. Podobał mi się Michał Szulc, podobał mi się Dawid Tomaszewski. Subiektywnie. Bez analizy konstrukcji ubrań, tkanin i ukrytych znaczeń. Po te odsyłam do innych blogów (patrz lista po prawej). Bardzo podobała mi się, jak co roku, muzyka na pokazach. Nie wiem gdzie znajdują te kawałki, ale naprawdę co roku jest po prostu POWER. Cyklicznie już któryś z projektantów stawia na muzykę live – w zeszłym sezonie wspomniany wcześniej Łukasz Jemioł zaprosił wspaniałą Rebekę (z Poznania, a co!), w tej edycji zaszalało Studio MMC: na ich pokazie grał zespół BE.MY. Głos znajomy, brzmienie również… BINGO! Be.my kiedys grało w polsatowskim MUST BE THE MUSIC – a ja to pamiętam bardzo dobrze, bo ich piosenka “Islands” szalenie mi się spodobała. Ha! i juz miałam materiał, żeby zabłysnąć w luźnej konwersacji po pokazie ;)

Bo powiem Wam szczerze: po pokazach jak ognia unikam pytań o moje wrażenia. Udawało mi się przez cały dzień, a tu na koniec, po całym dniu pokazów, zostaję złapana w pułapkę, postawiona pod murem. Niby proste pytanie: “No ale który pokaz podobał Ci się najbardziej?” – a jakie podchwytliwe, w kontekście Fashion Weeka, największej imprezy modowej w Polsce, w gronie tych wszystkich ekspertów, bywalców, pasjonatów. Biorę głęboki oddech i odpowiadam: “Schleswig-Holstein”

Za to nie boję się wypowiedzieć na temat niedzielnych wykładów na Art&Fashion Festival. Tu jestem na swoim gruncie. Lubię się uczyć, lubię wykłady, kursy, warsztaty, festiwale – to jest moja bajka. Więc wleciałam do Słodowni z kubkiem starbucksowej kawy w dłoni, bez śniadania (dojechałyśmy do Poznania o 3 w nocy). Pierwszy wykład: “Inditex: creating value beyond profits” Jesus Echevarria. Myślę, że zostało już na ziemi niewiele osób, którym trzeba by wyjaśniać, że Inditex = Zara. Hiszpańskie imperium: 6 000 sklepów na całym świecie, w tym 1 770 pod marką “Zara”. Dla porównania, szwedzka grupa H&M oraz amerykański GAP posiadają każdy ok. 3 000 sklepów różnych marek. Hasło przewodnie wszystkich wykładów to “Fashion Industry” – i to jest właśnie dla mnie interesujące. Spojrzeć na modę nie od strony artystycznej, ale właśnie jako na przemysł, biznes. Jak to jest zorganizowane, na jakich strukturach się opiera? Ilu projektantów pracuje dla Zary? W jakim tempie muszą pracować, żeby do sklepów tak szybko i sprawnie trafiały nowe kolekcje? Oczywiście Jesus nie zdradził żadnych tajnych sekretów biznesowych, większość z informacji, które nam zaprezentował jest powszechnie dostępna. Powiem więcej: sporo było w jego wystąpieniu korpo-marketingu, co w jakiś sposób uważam za naturalne. Tacy giganci jak Zara, w czasach kiedy zdarzają się takie katastrofy, jak zawalenie się kompleksu Rana Plaza w Bangladeszu (kwiecień 2013), muszą przy każdej okazji starać się pokazać odbiorcom od drugiej strony, zakomunikować wyraźnie: prowadzimy wiele akcji charytatywnych na całym świecie. I dobrze. “With great power comes great responsability”, jak to mawiał Spider-man.

Ciekawszą częścią spotkania okazały się dla mnie pytania (i odpowiedzi rzecz jasna), które padły po prezentacji. Mniej frazesów, więcej treści. Ogólnie wykład oceniam na plus – słuchając Jesusa, zaczęłam analizować pewne mechanizmy, a później szukać w internecie dodatkowych raportów i case study, czytać, wynotowywać przydatne dla mnie informacje. MYŚLEĆ. I o to chodzi.

Potem, moi drodzy, nastapił mój mały lunch break, czyli z ciężkim sercem urwałam się z jednego z wykładów, żeby coś zjeść (ostatni mój posiłek był datowany na godzinę 1:00 na trasie Łódź-Poznań) oraz oczywiście zwiedzić stoiska HUSH WARSAW, które rozłożyły się pod czujnym okiem Mitoraja. HUSH to super pomysł super dziewczyn z Warszawy, które miałam przyjemność przy okazji piątkowej gali poznać. Gromadzą ciekawych projektantów, umożliwiając im promocję i dotarcie do szerokiego grona odbiorców na cyklicznie organizowanych przez HUSH eventach. Również w Poznaniu – mimo mylącej nazwy ;)

Kolejne wykłady Open University to kolejno: “Shanzhai Biennial: Culture and Commerce in Late Capitalism” / Babak Radboy & Avena Venus Gallagher oraz “Alexander McQueen: Savage Beauty” / Andrew Bolton. Ponieważ mój tekst już się robi nieznośnie długi (ha! teraz macie posmak tego, jak intensywny był ten weekend), na koniec tylko parę słów o ostatnim wykładzie. Był NIE-SA-MO-WI-TY. Postać Alexandra McQueen’a, jego tragiczna śmierć, jego kolekcje, pokazy – no właśnie, przede wszystkim pokazy! Wystawa w nowojorskim Metropolitan Museum of Art, której kuratorem był Andrew Bolton. Wszystko to niepokojące, magiczne, przeszywające. Moje wrażenie jest takie, że McQueen był bardziej reżyserem teatralnym, który tworzy do swoich wizji kostiumy, niż projektantem mody, w klasycznym tego słowa znaczeniu. Zaczynał od wizji pokazu, musiał stworzyć klimat, historię, w której się zanurzał – bez tego nie mógł przejść do projektowania ubrań. To artysta totalny, którego pokazy miały niesamowitą scenografię oraz choreografię. To był teatr i widowisko, czysta magia. Największe wrażenie zrobiły na mnie właśnie nagrania pokazów pokazane przez Boltona – każdy inny, każdy zupełnie wyjątkowy. Jedyna rzecz do której mogę je porównać, jeśli chodzi o klimat, to najlepsze ze spektakli Cirque du soleil, które widziałam w Barcelonie. To chyba dość nietypowe, porównywać projektanta mody do przedstawień cyrkowych, ale tak jak Cirque du soleil nie jest zwykłym cyrkiem, tak Alexander McQueen wychodził daleko poza ramy tego, co rozumiemy jako “projektowanie mody”.

A teraz zostawiam Was ze zdjęciem z wykładu na koniec i wyłączam komputer. Znów miałam pracowity weekend, ale to już zupełnie inna historia. Odliczam dni do 1.11 – wtedy nareszcie się wyśpię.

Dobranoc!

Ekspansja trwa: Ania Kruk na Placu Unii

Ania Kruk Wojciech Kruk Plac Unii

Kolejna nowa galeria handlowa i kolejny butik Ania Kruk! Tym razem jesteśmy w Warszawie – i to już nasz drugi butik w stolicy. Oh yeah, rozkręcamy się, rozkręcamy! Otwarcie Placu Unii było naprawdę wyjątkowe – ponieważ uświetnił je pokaz najnowszej kolekcji “Logo Game” Joanny Klimas. A my z panią Joanną jesteśmy po sąsiedzku, przez ścianę, na pierwszym piętrze galerii! Uznaliśmy to za dobry omen, wbiliśmy się w wyjściowe outfity i pędem na Plac Unii w piątkowy wieczór :)

A Plac Unii tonął w światłach! Mnóstwo ludzi, i na parterze i na piętrze, kelnerzy z tacami pełnymi kieliszków szampana i przekąsek, obsługa eventu biega z tabletami, smartfonami i innymi cudami technologii, co chwilę oferując pomoc w znalezieniu miejsca. Jest zamieszanie, pojawiają się gwiazdy, błyskają flesze. Plac Unii jednym ruchem zamienił otwarcie galerii handlowej w celebrycki event: zapraszając Joannę Klimas do zorganizowania pokazu na otwarciu, Michała Urbaniaka do zagrania (i zaimprowizowania) towarzyszącego jej koncertu. Wyjątkowa również będzie cała komunikacja wizualna Placu Unii – logo oraz inne elementy graficzne zaprojektował uznany projektant i ilustrator mody Tomek Sadurski.

Nie jestem modowym ekspertem, raczej amatorem-entuzjastą. Spokojnie obserwuję wybuchające na każdym pokazie afery krzesełkowe: że ktoś miał wyznaczone krzesełko, a ktoś nie miał, a ten co nie miał, to bardziej powinien mieć, niż ten, co miał, a jeszcze trzeci przepchnął się i wepchnął i jednak usiadł – co za skandal. Skromnie uważam, że miejsca w pierwszym rzędzie bardziej przydadzą się ludziom, których praca faktycznie dobrego punktu obserwacyjnego wymaga. Moja nie, dla mnie to przede wszystkim przyjemność, chałst kultury wizualnej i aktualnych trendów, na które patrzę subiektywnie. Jak projektant na projektanta. Dlatego nie będzie tutaj ani fot z pierwszego rzędu, ani recenzji pokazu, analizy sylwetek i konstrukcji – wolę Wam podesłać parę linków do recenzji pisanych przez ludzi, którzy faktycznie się znają na rzeczy. Dla zainteresowanych: recenzja Tobiasza Kujawy (Tobiasz to chyba mój ulubiony bloger, jestem absolutną fanką jego tekstów) oraz Michała Zaczyńskiego. A ode mnie: pani Joanno, gratuluję nowej kolekcji oraz samego eventu, było pięknie! I na pewno następnym razem na Placu Unii zajrzę do butiku, żeby ze spokojem wszystko obejrzeć, dotknąć, przymierzyć. W końcu jesteśmy tylko po drugiej stronie ściany! :)

Teraz parę zdjęć. Byliśmy bardzo podekscytowani naszym nowym butikiem, ciągle jeszcze poprawiając tysiąc rzeczy, układając, notując na kartce, co trzeba jeszcze zrobić/zawieźć/przywieźć/wysłać. Każde takie otwarcie to tysiąc szczegółów, o których trzeba pamiętać, i mimo, że to już nasz 8 sklep, to zawsze zdarzy się o czymś zapomnieć. Z czym nie zdążyliśmy tym razem – wiedzą wtajemniczeni, ja spuszczam na to wstydliwą kurtynę milczenia. O, jak poetycko napisane!

Dobra, już się dalej nie rozpisuję, jeszcze tylko podam skład naszego teamu: na Plac Unii przeniosły się z Mokotowa Ewelina, Klaudia i Agata, a do zespołu dołączyła Dagmara. Witamy!

A że event był wieczorowy, to i ubrałam się odpowiednio.

At Plac Unii I was wearing:
na szyi: subtelne perełki BOHO CHIC / przeplatany czarnym rzemieniem łańcuszek z kolekcji BANDOLERAS (pamiętacie go jeszcze? Taki stary wzór, a nadal jeden z moich ulubionych!) / łańcuszkowa kolia z nowej kolekcji (już, już, zaraz będzie w necie i podlinkuję!) / na nadgarstkach: z jednej strony mieniące się bransoletki z kamieni naturalnych LITTLE TREASURES / bransoletkę OTTONE / z drugiej strony: nowość! ażurową bransoletę z kolekcji DECO / na palcach: same nowości, z kolekcji DECO i FASHION.

No wiem, wiem, same nowości, a na blogu i stronie jeszcze o nich cisza… Co zrobić, taki przywilej projektanta, testuję jako pierwsza! ;) A już za parę dni światowa premiera naszych kolekcji zimowych, stay tuned! MUA!

Klub Starego Browaru

ania_kruk_starybrowar1

Dziś będzie o Wydarzeniu: wieczorem 2 września w Poznaniu odbył się pokaz naszej biżuterii w ramach spotkań Klubu Starego Browaru :) To już drugi taki event, na który zapraszamy nasze najwierniejsze klientki w Poznaniu – rozdaliśmy tylko 10 podwójnych zaproszeń. W wyjątkowym miejscu, w sercu Starego Browaru, który konsekwentnie realizuje ideę 50/50 – gdzie życie spotyka się ze sztuką. Slogan sloganem – ale tak właśnie było! Coś dla duszy i coś dla ciała :)

Początek był mocny: zaczęliśmy sztuką teatralną “Akompaniator” z Hanną Śleszyńską oraz Janem Jankowskim. Brawa dla organizatora spotkania – czyli Starego Browaru, za wybór sztuki i obsady. Było i komicznie, i dramatycznie. Cała sala się śmiała, co było bardzo fajnym wstępem do dalszej części – wszyscy się rozluźnili i mieli temat do dyskusji :) Hanna Śleszynśka potocznie mówiąc “dała czadu”, była po prostu niesamowita na scenie! Jan Jankowski również, w roli akompaniatora z obsesją na punkcie swojej śpiewaczki…

Kochamy teatr, ale kochamy też modę! Dlatego druga część wieczoru to pokazy browarowych marek – jesienne nowości, stylizacje, kolorowe światła i długonogie modelki. Fashion przez duże F – bo jest coraz większy rozmach i profesjonalizm, z jakim Browar organizuje eventy.

Trudno pokazać biżuterię bez ubrań ;) Dlatego zawsze zostaje nam strategiczna decyzja do podjęcia: jakie ciuchy wybrać? Jaki klimat? My jesteśmy takim kameleonem: możemy pokazać się i w odsłonie rockowej i eleganckiej i sportowej. As you wish. Myśląc o naszych browarowych klientkach, przy tej okazji postawiliśmy właśnie na elegancję. Nawiązaliśmy współpracę z nową marką na rynku: Be Like Lady, której sukienki i garnitury pięknie zgrały się z naszą biżuterią. Graliśmy konwencjami, tworząc stylizacje wieczorowe, koktajlowe i do pracy. Do tego klasyczne szpilki z Primamody. Ok, już nie przedłużam, tylko wrzucam zdjęcia. Jak Wam się podoba? :)

W drodze

ania kruk monitor magazine

Wracam z Warszawy i czytam sobie Monitora . Dlaczego Monitor jest fajny?

- bo jest pięknie zaprojektowany (zboczenie zawodowe – uwielbiam pięknie zaprojektowane rzeczy)
- bo jest sporo tekstów o dizajnie, ale bardziej w ujęciu biznesowym – czego dotychczas brakowało na rynku
- bo dużo piszą o rzemiośle, a ja zdecydowanie należę do kategorii “maker’ów”, ludzi, którzy lubią pracować i robić rzeczy “tymi ręcami”
- bo są piękne zdjęcia (set design na okładkową sesję robiły nasze Witaliski ♥)
- bo jest artykuł o TYPO Berlin – byłam, widziałam, relacja tu!
- bo Monitora robi Sebastian Kustra, którego niedawno poznałam. Zawsze super poznawać ludzi z pasją :)

I jeszcze parę innych “bo…”, ale to już sami odkryjecie. Ja wracam do lektury, bo to nie jest gazeta do przeczytania na jeden raz, raczej z Monitorem jest jak z książką: nawet jak już skończysz, to stawiasz na półce i później do niego wracasz.

Today I’m wearing:
czarna branso z onyksów NATURAL STONES / bransoletki CREATE / bransoletka z PIXELowym krzyżykiem na łańcuszku, kolekcja PIXELS / czarny rzemień z zawieszkami z kolekcji OTTONE / pierścionek po dziadku.