Bling Bling

Świeci słońce, jest zielono, a ja dziś cała jestem BLING BLING, z moim ulubionym pixelowym czołgiem i naszymi nowymi bransoletkami.

Wykonane przeze mnie od A do Z pod czujnym okiem złotników: rysowałam, cięłam, lutowałam, wyginałam, aż w końcu uzyskałam takie formy, o jakie mi chodziło. 3 wzory, dwa wykończone na błysk i jeden na mat, do noszenia oczywiście w zestawie. Na początku nie przepadałam za tzw. bangles – czyli okrągłymi, metalowymi bransoletkami bez zapięcia, ponieważ czasami ciężko się je zakłada. Ale, ale: w naszych branso starałam się rozwiązać ten problem – są owalne (łatwiej się przekłada całą dłoń) i zrobiliśmy je w paru rozmiarach (żeby na pewno pasowały). No i tak pięknie błyszczą :)

Today I’m wearing:
nowe bransoletki OTTONE (link!) – 50 zł każda / mój ukochany PIXEL (link!)

Kolekcja HEBE

Już jakiś czas myślałam, żeby pokazać Wam na blogu kolekcję HEBE. Ja tu wymyślam outfity i planuję, a w międzyczasie… Spotkałam Agnieszkę na Starym Rynku i wyglądała po prostu SUPER w naszyjniku + bransoletkach HEBE. Więc problem rozwiązany – szybka fota na Instagrama, a teraz dla Was linki na blogu :)

Aga was wearing:
bransoletki HEBE (link!) / naszyjnik HEBE (link!).

Irlandia: Instagram Mix

WAKACJE – magiczne słowo. Upragnione, wyczekane :) Każdy spędza je tak, jak lubi – a my lubimy jeździć, zwiedzać, oglądać nowe miejsca i poznawać nowych ludzi. Nie nadaję się do leżenia plackiem na plaży – po godzinie już mi gorąco i nudno. Nawet jak mieszkałam nad samą plażą w Barcelonie, to bywałam tam tylko… popołudniami. Czytanie książki w popołudniowym słońcu, lub przesiadywanie wieczorami ze znajomymi w lokalnym chiringuito – to jest to! Dlatego lubimy wybierać czasem mniej oczywiste cele podróży, takie jak tym razem: Irlandia. Pierwsza reakcja otoczenia: Aaaa, do pracy jedziecie? Nieeee, na wakacje. Do Irlandii?!?! ;)

A tak. Więc: kierunek północ (no, północny-zachód), bilet Ryanaira w kieszeni i nasz cel: Zielona Wyspa.

Jeśli śledzicie mnie na Instagramie, to już te zdjęcia widzieliście: starałam się wrzucać na bieżąco, mimo dość sporadycznego dostępu do internetu. Więc jest i moje pierwsze zetknięcie z Atlantykiem (po tej stronie globu), jest niesamowity Giant’s Causeway (to te skały, co wyglądają jak płytki z pozbruku – a są w 100% wytworem natury!), jest wiejski cottage w górach, gdzie zatrzymaliśmy się po drodze, no i wybrzeże – to co najładniejsze. Spaliśmy u różnych fajnych ludzi – tzw. “kwatery prywatne” ;) Tak jest taniej, a poza tym, co najważniejsze: zupełnie inaczej odbiera się otoczenie, jeśli opowiada Ci o nim lokalny mieszkaniec – poleci miejsca, opowie jak się żyje. A w Belfaście mamy przyjaciół, więc tam to już w ogóle czuliśmy się jak w domu :)

Żeby nie było, że cały czas prywata – zrobię też wtręt firmowy, i powiem, że zabrałam w podróż naszą biżu, coby ładne zdjęcia w kontekście irlandzim zrobić. U góry po prawej kontekst irlandzki występuje w formie dolmena (a bransoletki mam te: link!), niżej po lewej w formie ruin zamku (link do bransoletek). Takie ruiny, to tam mają na każdym rogu.

Na koniec jeszcze ja się szczerzę do aparatu (w aucie – bo jak ROADTRIP to ROADTRIP), a na dole mapka Irlandii z zaznaczoną trasą. Został nam jeszcze caaaały północny-zachód do obejrzenia, ale to następnym razem. Ryanair nigdzie nie zniknie. Ok, ja wracam do pracy wypoczęta po urlopie (chociaż chowam jeszcze jeden wyjazd weekendowy na zapas), a Wy jeśli macie jakieś pytania i wybieracie się do Irlandii – śmiało piszcie! :)

Miłych wakacji Wam również życzę!

PS. Mimo najszczerszych wysiłków Philla, który przyrządził nam prawdziwe, wielkie irlandzkie śniadanie (thank you!!!) – jedzenia w Irlandii NIE POLECAM… ;)

Rzeczy: lipiec

Lipcowe rzeczy to przede wszystkim The Newsroom – wciągnęłam się i obejrzałam cały sezon. Teraz tydzień po tygodniu czekam na odcinki drugiego sezonu, który właśnie jest emitowany w USA (i z pewnym opóźnieniem, również u nas w Polsce). Świat wielkiej telewizji i wiadomości. Od znajomych dziennikarzy słyszałam, że nie odbiega tak bardzo od rzeczywistości – jak to się nagminnie zdarza w naszych serialach… Pamiętam, jak moja przyjaciółka prawniczka nie mogła się nadziwić jak się pracuje w Magdzie M. ;) Podobno z “The Newsroom” jest inaczej. Na skalę nowojorską, oczywiście. Kolegia redaktorskie, adrenalina, litry wypitej kawy, a do tego Jeff Daniels w roli medialnej gwiazdy o ciętej ripoście.

Dla mnie ten serial jest ciekawy, bo porusza problem wiarygodności mediów. Dramatyzowanie wydarzeń, żeby przyciągnąć uwagę publiczności, polityczna poprawność doprowadzona do absurdu. Plus duża dawka wiedzy o świecie i polityce (z punktu widzenia USA). Człowiek zaczyna się zastanawiać nad informacjami, które docierają do niego: jak są przedstawianie, i czy sposób ich przedstawienia wpływa na ich odbiór? Parę lat temu, gdy mieszkałam w Barcelonie, odbyły się tam manifestacje związane z ruchem Indignados. Moja mama zadzwoniła do mnie cała w nerwach: “Aniu, wszystko ok? Nic Ci się nie stało?” – a ja zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Okazało się, że w polskich wiadomościach pokazano wielkie zamieszki, walki, ogień i krew – a w rzeczywistości tylko na jednej ulicy było zamieszanie i wandale podpalili jeden kontener. Kilometry od mojego domu.

Ale ok, już kończę z poważnymi tematami. Jeśli chodzi o książki – w lipcu połknęłam parę wakacyjnych kryminałów :) W Wysokich Obcasach przeczytałam wywiad z Sarą Blædel i od razu dałam się złapać. Przy pierwszej okazji kupiłam “Handlarza Śmiercią”, potem tom drugi, i trzeci… W klimacie te historie przypominają trylogię “Millenium” Stiega Larssona – skandynawia, lekko ponury nastrój. Tylko, że tutaj kręci się więcej policji, u Larssona jest śledztwo dziennikarskie i niezapomniana Lisbeth Salander. Ale Blædel też daje radę!

Lipiec upłynął mi też pod znakiem wyprawy na targ staroci do Belina i odnawiania mebli – ale coś czuję, że to niekończąca się historia i tak szybko nie doczekam się efektów… ;)

Pozdrowienia!

Weekend


Weekendowo! Wiem, wiem, latem powinno się chodzić w zwiewnych sukienkach w kwiatki – i nie mówię, że mi się ten styl nie podoba, próbuję, myślę sobie: dziś się ładnie ubiorę w sukienkę, jak prawdziwa kobieta! Nic nie dają takie postanowienia, świeci słońce, upał jest, a ja wyciągam z szafy szorty i tak biegam cały weekend… Biżuteria ratuje sytuację ;)

Today I’m wearing:
żółty naszyjnik z kolekcji BANDOLERAS (który można nosić też jako bransoletkę) / kolorowe bransoletki CREATE / biała bransoletka ROCK!