Święta w Poznaniu i Barcelonie

tumblr_mykp04gOJj1s2fh8ro1_1280

Wiem. Jest 22 stycznia, wszyscy juz dawno zapomnieli, że Święta były, a ja tutaj nagle z takim postem. Co zrobić, pojechał człowiek na wakacje, oderwał się od pracy, a kiedy wrócił… No właśnie, te powroty z wakacji wiążą się zawsze taką ilością nagromadzonych zadań i zaległości, że nie wiadomo od czego zacząć. Więc w ciągu dnia, w pracy, nie miałam kiedy skupić się na blogu i tak sobie ciągle powtarzałam: “usiądę sobie do tego dziś wieczorem w domku, na spokojnie, zrobię dobrą herbatę i wszystko ładnie napiszę”. Ta. Z rumieńcem wstydu przyznam, że realizację tak pięknego planu uniemożliwiła 1 rzecz. Przeszkoda nie do pokonania. Serial Homeland. Odkąd obejrzałam pierwszy odcinek na początku stycznia, tak musiałam, po prostu MUSIAŁAM obejrzeć go aż do końca. Aż do końca 3 sezonu, rzecz jasna. Rozumiecie mnie? Są tu inne osoby z lekką obsesją na punkcie Homeland? ;)

Dlatego blog został chwilowo porzucony, dla Carrie, Brody’ego, Saula, Quinna (aaaach, Quinn…) i ogólnej tematyki super-szpiegów, Bliskiego Wschodu, podwójnych agentów, terrorystów, i w ogóle. Wiecie, tak w ramach małego researchu do następnej kolekcji… ;)

Ale już wracam, wrzucam zdjęcie choinki i mentalnie przenoszę się na koniec grudnia.

aniakruk_swieta_tradycja_rodzinna

Moje Święta Bożego Narodzenia to żywy przykład, jak rodzinne tradycje się zachowują w czasach globalizacji i miksu kulturowego, w którym żyjemy. Mój mix jest polsko-hiszpańsko-kataloński. Więc część Świąt spędzamy w Poznaniu, a część w Barcelonie. Taki lajf: jeśli rodzina jest porozrzucana po świecie, to w czasie Bożego Narodzenia trzeba się trochę najeździć. I tak uważam, że mamy z Tonim szczęście – są pary, które 24 grudnia muszą obskoczyć 2, albo i 3 Wigilie, co jest zadaniem zupełnie karkołomnym. Nam się udało wszystko sprawnie poukładać, i mimo sporej odległości do pokonania, co roku być z naszymi najbliższymi w najważniejszych dla nich momentach.

24 grudnia, Wigilia – Poznań.
Tego dnia do późna siedzimy w pracy. Zamykamy nasze butiki dopiero o 15:00, i my od lat (wcześniej w W.Kruku, a teraz w Ani Kruk) jesteśmy do tej ostatniej chwili razem z dziewczynami. Ale to nie znaczy, że odpuszczamy sobie Wigilię – o nie! W mojej rodzinie obchodzimy Święta w tradycyjny, polski sposób – zbieramy się wszyscy razem, w ponad 10 osób, mamy choinkę, kolędy, 12 potraw. Karp smażony, gotowany, ryba po grecku. Kapusta z grzybami. Nie ma u nas barszczu, za to jest biała zupa rybna. Taka tradycja, po dziadku. Podobno typowo wielkopolska. Łamiemy się opłatkiem, składamy sobie życzenia. Co roku jest podobnie, a jednak inaczej. Tym razem gwiazdą wieczoru był mały Hubert, synek mojego kuzyna Krzysia – powyżej fotka prababci z prawnuczkiem ♥

O tym, że Święta to dla mnie czas rytuałów, poprzez powtarzalność pewnych gestów, zwyczajów, potraw, wpisania się w pewien większy cykl, Tradycję przez duże T, wspominałam już w poprzednich notkach (tutaj). Tutaj pokażę Wam tylko jeden z pięknych tego przykładów: srebrne sztućce, które wykonał mój pradziadek, Władysław Kruk, pod koniec XIX wieku. Dbamy o nie, chuchamy, i wyciągamy na Wielkie Okazje. I jak tu nie przesiąknąć rodzinną tradycją?

aniakruk_swieta_tradycja_rodzinna_sztucce

25 grudnia, I Dzień Świąt, El dia de la Navidad – El Masnou, Barcelona.

Większość osób w poranki 25 grudnia jeszcze odsypia wigilijną imprezę, a my śmigamy autostradą do Berlina, bo mój brat nas podrzuca na lot do Barcelony. Więc jeśli chcecie wiedzieć jak wyglądają drogi 25 grudnia, to służę informacją: jest pusto. Mgliście, pusto i sennie. Ale plus tego jest taki, że sprawnie dojeżdzamy, i po 2,5h lotu jesteśmy na drugim końcu Europy. Jedziemy do domu, do Masnou, prosto na obiadek na godzinę 15:00. Hm, może słowo “obiadek” nie bardzo pasuje do imprezy na 20 osób, najważniejszego momentu Świąt dla Hiszpanów (tak, tak, wcale nie Wigilia, a właśnie I Dzień Świąt!). Jedzenie też jest zupełnie inne niż w Polsce. O karpiu tutaj nikt nie słyszał, o niejedzeniu mięsa w Wigilię również (większość naszych znajomych 24 grudnia wsuwa jamon – hiszpańską szynkę – i owoce morza). El dia de la Navidad jest bardziej osadzony w tradycji. Podaje się specjalną zupę, która się nazywa Escudella. Poniżej fotka. To tak naprawdę taki bardzo intensywny rosół, gotowany przez wiele godzin na 10 różnych rodzajach mięsa – od świńskich nóżek po kiełbasy i kaszankę, oraz warzywach, czasami dla nas zaskakujących, jak garbanzos – cieciorka. Kto w Polsce wrzuca cieciorkę do rosołu?

tumblr_myeswdioey1s2fh8ro1_1280

Escudella jest przepyszna, mówię Wam to szczerze, z ręką na sercu, i wcale nie dlatego, że ją robiła moja przyszła teściowa… ;) Potem, na wielkich półmiskach wyjeżdza właśnie to wszystko, na czym się escudella gotuje. Tutaj fotki nie załączam, bo jak sobie możecie wyobrazić wygląda to mniej apetycznie niż gotowa zupa ;) Potem jemy jeszcze merluze (morszczuka) z almejas (nie wiem jak się nazywają almejas po polsku – to jest któraś z tych odmian małż). A potem mnóstwo deserów – tradycyjne katalońskie turrones, ale też przywiezione z Polski makowiec, sernik i pierniczki. Mniam!

Znacie ten stereotyp, że hiszpańska rodzina jest duża i głośna? Aha. To sobie pomnóżcie to jeszcze przez dwa, a potem przez parę dni Świąt i rodzinnych spotkań. I turniejów karcianych. Bo każde spotkanie prędzej czy później kończy się tym, że wyciągamy karty i zaczynamy grać w “buraka”. El Buraco* przywędrował do nas za pośrednictwem cioci z Rzymu. Gra w niego nałogowo cała nasza hiszpańska rodzina, a 3 lata temu po wspólnie spędzonej Wielkanocy zaraziła się cała rodzina w Polsce. A nawet sąsiedzi…

*Burak (zbieżność nazwy z naszym polskim warzywem przypadkowa) to gra Remiko-podobna, przypomina Kanastę, tylko jest zdecydowanie mniej matematyki i liczenia.

aniakruk_swieta_barcelona1

26 grudnia, II Dzień Świąt, San Esteban – Barcelona.

II Dzień Świąt spędzamy podobnie – to San Esteban, który jest obchodzony tylko w niektórych regionach Hiszpanii, m.in. w Katalonii. Dlatego tego dnia jedziemy do Barcelony, do bardziej katalońskiej, a mniej wymieszanej, części naszej rodziny i tam powtarza się cały rytuał. Jedzenie, rozmowy, kawa, sobremesa, a potem turniej karciany. Na zdjęciu karty, pierścionki (a co! kolekcja FASHION i DECO), i moje miny, gdy przymierzam okulary kuzynki Toniego, Carli.

Zastanawiam się, co jeszcze mogłoby byc dla Was ciekawe, z różnic kulturowych, które gdzieś tam po drodze wynikają. Może temat kolęd? Kruki kolęd nie śpiewają, bo nikt u nas w rodzinie talentu do śpiewania nie ma. Kolędy lecą z płyty, w tym roku na przykład naszych zaprzyjaźnionych Audiofeelsów. Za to w Hiszpanii… W Hiszpanii niektórzy, aż się rwą do śpiewania…. flamenco! Niby jesteśmy w Katalonii, a flamenco pochodzi z południa Hiszpanii, ale jak nagle jedna z ciotek Toniego zaczęła śpiewać, to po 5 minutach mieliśmy cały chór. Dla mnie nadal lekki szok. [ sprostowanie: Toni przeczytał wpis i powiedział, że to nie było flamenco, ale copla, która jest podobna i również pochodzi z południa. Jest popularna również w Barcelonie, z powodu dużej fali migracji Hiszpanów z Andaluzji do Katalonii. ]

Prezenty – to jest dobry temat. Wyobraźcie sobie, że w Katalonii prezentów nie przynosi Święty Mikołaj ani Gwiazdor. Sytuacja jest bardziej skomplikowana. Według tradycji, te duże świąteczne prezenty przynoszą Trzej Królowie – a więc dzieci powinny czekać aż do 6 stycznia, kiedy to w każdym mieście jest wielka parada, wjeżdzają królowie i rozdają grzecznym dzieciom upominki (ciekawy wątek – dlatego wielkie rebajas, przeceny w sklepach, w Hiszpanii zaczynają się dopiero po 6.01, ponieważ do tego czasu jeszcze wszyscy robią wielkie, świąteczne zakupy). Więc co się dzieje w Wigilię?

cagatio

W Wigilię prezenty (ale takie drobniejsze, raczej słodycze itd.) przynosi Caga Tió. Ja na polski tłumaczę to “pniaczek-sraczek”, i przepraszam, że to określenie jest takie dosadne, ale naprawdę po hiszpańsku cagar to nasze, mało eleganckie “srać”. A dlaczego pniaczek? Bo to faktycznie jest kawałek pnia, z katalońską tradycyjną czapką (la barretina), narysowanym uśmiechem i oczkami, którego ustawia się na początku grudnia pod choinką. Dzieci tego pniaczka regularnie dokarmiają, okrywają kocykiem, podsuwają mleko i ciasteczka. Jeśli rodzice są pomysłowi, to Caga Tió może nawet do Świąt przytyć, urosnąć od tego dokarmiania (tj. tata podmienia pniaczka na coraz większy egzemplarz). I co się potem dzieje? W wigilijny wieczór małe dzieci biorą w ręce kijek i… zaczynają biednego pniaczka okładać, żeby, ekhm, jakby tu ładnie powiedzieć, “wydalił” prezenty. I to wszystko w rytm starej, katalońskiej pieśni.

Niewiarygodne. Ale prawdziwe. Jeśli mi nie wierzycie, odsyłam do Wikipedii, gdzie właśnie przeczytałam, że na Caga Tió można też mówić w bardziej elegancki sposób Tió de Nadal – ale serio, jeszcze tego nie słyszałam z ust żadnego Katalończyka. To chyba taka podręcznikowa nazwa…

A to jeszcze nie wszystko, Katalończycy wymyślili jeszcze taką postać jak el caganer. Tak, źródłosłów podobny. To z kolei jest jedna z ważnych postaci w katalońskiej szopce (el pesebre). W centrum uwagi oczywiście jest Jezusek, Maryja, Józef, gdzieś niedaleko aniołki, pastuszkowie. Ale wzrok każdego Katalończyka od razu zaczyna szukać bohatera drugiego planu. Gdzieś schowany za krzakiem na pewno siedzi el caganer, czyli ładnie mówiąc “osoba ze spuszczonymi majtkami, w trakcie załatwiania potrzeby fizjologicznej”. A wypatrzenie go przynosi szczęście, więc wszyscy wytrwale szukają. Tak na marginesie – furorę robią sprzedawane na straganach figurki przedstawiające znanych sportowców i polityków jako caganers. Wpiszcie w Googla i od razu wyskoczą. Hm, poczucie humoru akurat mamy podobne…

PS. Tutaj anegdota. Wybraliśmy się obejrzeć el pesebre viviente – czyli żywą szopkę, w skali 1:1, z prawdziwymi budynkami, aktorami, zwierzętami (kolejna tradycja). Michael, nasz szwagier z USA, z niewinnym uśmiechem pyta: “Skoro wszystko na żywo, to caganer też będzie?” ;)

tumblr_mykp04gOJj1s2fh8ro1_1280

Niemożliwie długi wyszedł ten mój wpis świąteczny, a napisałam tylko o małej części katalońskich i hiszpańskich zwyczajów. Odbiegłam dość daleko od biżuteryjnych tematów, ale El Masnou, Barcelona, Katalonia – mówiąc szerzej, to tak ważna część mojego życia, że chciałabym się nią z Wami podzielić. Szczególnie, że rzadko ma się okazje poznać inną kulturę z tak bliska, tak bardzo “od wewnątrz”, jak właśnie w czasie rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.

Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie lub Tumblrze, to na bieżąco widzieliście zdjęcia, które codziennie wrzucałam. Słoneczko, morze i dobre jedzenie. Barcelona to idealne miejsce do naładowania baterii. Wygrzewałam się w słońcu jak jaszczurka i cieszyłam z każdego dnia spędzonego z rodziną. Nawet jak już nie mogłam patrzeć na karty (oni nigdy nie mają dość!!!).

Ściskam Was (tych, którzy doczytali do końca – respect! ),

tumblr_myxfu9uTCs1s2fh8ro1_1280

I was wearing:
naszyjnik DECO / bransoletki NATURAL STONES i CONCEPT / łańcuszkowa bransoletka z zawieszkami GLAMROCK

Leave a Comment.