Na temat

2014_02_NATEMAT

2014_02_NATEMAT

Wchodzę sobie we wtorek rano spokojnie na www.natemat.pl, a tam moje oczy na mnie patrzą. Ze strony głównej. Powiem Wam, że w takich chwilach człowiek może spaść z krzesła.

Do tego brylanty, ambicja i wroga korporacja. Brzmi jak trailer holywoodzkiego filmu ;)

Hello, Wrocław!

aniakruk_wroclaw_uniwersytet_ekonomiczny_1

Ostatnio mocno odpłynęłam na blogu w kierunku lifestyle’u, więc dziś będzie bardziej firmowo. Zostaliśmy zaproszeni na bardzo fajne wydarzenie, 5-lecie Forum Edukacji Biznesowej, które działa przy wrocławskim Uniwersytecie Ekonomicznym. Tak się złożyło, że te 5 lat temu, na inauguracji FEB’u miał wykład mój tata – Wojciech Kruk. Mówił wtedy dużo o W.Kruku, o wrogim przejęciu firmy przez Vistulę – takie case study. Dziś zaproszono również mnie i Wojtka, żebyśmy opowiedzieli o tym, jak dalej potoczyła się ta historia, i jak pasja oraz rodzinna tradycja przekładają się na biznes. Ułożyło się to w taką symboliczną klamrę: 5 lat temu tata był sam, a teraz przyjechaliśmy we trójkę. Tata zaczyna opowieść, ale w którymś momencie przekazuje nam mikrofon (albo to my musimy mu mikrofon wyrwać, jak się rozpędzi.. Kto był kiedyś na wykładzie mojego taty, wie o czym mówię). Sztafeta. Jak w życiu.

aniakruk_wroclaw_uniwersytet_ekonomiczny_4aniakruk_wroclaw_uniwersytet_ekonomiczny_2

A oto nasz Dream Team. Staraliśmy się prowadzić to spotkanie w formie rozmowy – przerywając sobie i dopowiadając różne rzeczy, każdy ze swojej dziedziny. Powiedziałabym, że wykład był fajny, ale potem przeczyta to ktoś z Wrocławia i nagle się okaże, że to tylko mi się tak wydawało… Więc może nie będę się narażać na zderzenie z rzeczywistością ;) W każdym razie było dużo śmiechu, luzu i mam nadzieję praktycznych wskazówek, które mogą się przydać przy zakładaniu własnej firmy. Tata mówił sporo o historii, o tym skąd się wzięła marka W.Kruk – co jest o tyle ciekawe, że studenci, ludzie tylko parę lat młodsi ode mnie – poznali W.Kruka juz jako giganta na rynku. Czasami wtedy ciężko uwierzyć, że nie zawsze tak było, że jeszcze w latach 80-tych to był jeden warsztat i jeden sklep w Poznaniu, że to dopiero mój tata, przejmując warsztat od swojego ojca, umiał przekształcić go w coś większego, rozwinąć aż do skali, w której działa teraz.

Oczywiście, w tej chwili żyjemy już w zupełnie innej rzeczywistości. Marki, które startują teraz, działają w zupełnie innych warunkach, posługują się innymi narzędziami. I o tym była nasza część wykładu. Przeprowadziłam studentów przez etapy budowania własnej marki, opowiedziałam jak to było w naszym przypadku, co trzeba wykorzystać, jak obrócić słabości w siłę, a siłę w przewagę konkurencyjną i wywalczyć sobie swoje miejsce na rynku. Teraz tak ładnie to sformułowałam, oczywiście na wykładzie gładkie formułki nagle uciekły z mojej głowy, zastąpione przez tremę. W końcu sala była pełna, oczy skupione na nas. Stresik. Ale pozytywny – bo było wesoło.

aniakruk_wroclaw_uniwersytet_ekonomiczny_1

Duże podziękowania dla pana Rektora Andrzeja Gospodarowicza oraz wrocławskiego Uniwersytetu Ekonomicznego za zaproszenie. Wszystko było naprawdę świetnie zorganizowane, profesjonalnie przygotowane od A do Z. Bardzo duża w tym rola Profesora Jerzego Niemczyka, który jest siłą napędową całego FEB-u, i przede wszystkim bardzo energiczną i pełną entuzjazmu osobą, ze świetnym kontaktem ze studentami. Dziękujemy – bo było naprawdę super. Mój tata ma bardzo duże doświadczenie jeśli chodzi o wystąpienia publiczne, jest takim samograjem, dla mnie każde takie spotkanie to ciągle wyzwanie, które chętnie podejmuję. Miałam już mini-wykład i na UAM’ie w Poznaniu, i na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Taka refleksja po: wydaje mi się, że wystąpienia w parę osób są zawsze ciekawsze niż pojedyncze wykłady – bo nawiązuje się dialog, jest chemia. Czasem sobie przerywamy, nie zgadzamy się ze sobą. Jest dynamicznie. Cieszę się, bo była też interakcja ze studentami, po wystąpieniu parę osób do mnie podeszło porozmawiać, na Instagramie pojawiły się zdjęcia z sali wykładowej z hashtagiem #aniakruk. Fajnie!

Co na to druga strona? Jeśli mierzymy poziom satysfakcji z wykładu wielkością bukietu – to Uniwersytet Ekonomiczny był z nas bardzo zadowolony! Kwiaty są przepiękne, bardzo, bardzo dziękuję! Jedyny problem jest taki, że ja nie mam w mieszkaniu takiego wielkiego wazonu, żeby je pomieścić. Więc go podzieliłam na dwa, i stoi w dwóch kuflach do piwa. Trudno, mój narzeczony przez parę dni będzie musiał się bez nich obejść…[ Toni, lo siento, esta semana no hay mas cerveza! ] Wniosek: jeśli ktoś myśli poważnie o karierze akademickiej, duży wazon na kwiaty jest niezbędny.

Z poważaniem,

IMG_20140122_115113

wiadomość z ostatniej chwili:

Dostaliśmy przemiłego maila na kontakt@aniakruk.pl od Beaty, która była na sali i między innymi pyta co miałam na sobie :) A miałam na sobie dużo – same cudowności.

In Wrocław I was wearing:
mój ulubiony ostatnio naszyjnik ze złotymi perłami z kolekcji EVENING STAR / dwa naszyjniki z kryształków z kolekcji DROPS (nowość!) / długi naszyjnik z perełkami również EVENING STAR

do tego: bransoletka DECO oraz pierścionki, mnóstwo pierścionków z kolekcji DECO i FASHION.

Załączam fotkę. Na której dobrze widać jak wielką sztuką jest zrobienie porządnej selfie ;) Pierwsza próba nieudana. Druga do przyjęcia. Niedoścignionym mistrzem w tej dziedzinie pozostaje Dawid Woliński. #windawolinskiego #wiadomo

aniakruk_uniwersytet_ekonomiczny_wroclaw_5

Wszystkie zdjęcia pochodzą z materiałów Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.
No prawie, oprócz tego na końcu wpisu ;)

Święta w Poznaniu i Barcelonie

tumblr_mykp04gOJj1s2fh8ro1_1280

Wiem. Jest 22 stycznia, wszyscy juz dawno zapomnieli, że Święta były, a ja tutaj nagle z takim postem. Co zrobić, pojechał człowiek na wakacje, oderwał się od pracy, a kiedy wrócił… No właśnie, te powroty z wakacji wiążą się zawsze taką ilością nagromadzonych zadań i zaległości, że nie wiadomo od czego zacząć. Więc w ciągu dnia, w pracy, nie miałam kiedy skupić się na blogu i tak sobie ciągle powtarzałam: “usiądę sobie do tego dziś wieczorem w domku, na spokojnie, zrobię dobrą herbatę i wszystko ładnie napiszę”. Ta. Z rumieńcem wstydu przyznam, że realizację tak pięknego planu uniemożliwiła 1 rzecz. Przeszkoda nie do pokonania. Serial Homeland. Odkąd obejrzałam pierwszy odcinek na początku stycznia, tak musiałam, po prostu MUSIAŁAM obejrzeć go aż do końca. Aż do końca 3 sezonu, rzecz jasna. Rozumiecie mnie? Są tu inne osoby z lekką obsesją na punkcie Homeland? ;)

Dlatego blog został chwilowo porzucony, dla Carrie, Brody’ego, Saula, Quinna (aaaach, Quinn…) i ogólnej tematyki super-szpiegów, Bliskiego Wschodu, podwójnych agentów, terrorystów, i w ogóle. Wiecie, tak w ramach małego researchu do następnej kolekcji… ;)

Ale już wracam, wrzucam zdjęcie choinki i mentalnie przenoszę się na koniec grudnia.

aniakruk_swieta_tradycja_rodzinna

Moje Święta Bożego Narodzenia to żywy przykład, jak rodzinne tradycje się zachowują w czasach globalizacji i miksu kulturowego, w którym żyjemy. Mój mix jest polsko-hiszpańsko-kataloński. Więc część Świąt spędzamy w Poznaniu, a część w Barcelonie. Taki lajf: jeśli rodzina jest porozrzucana po świecie, to w czasie Bożego Narodzenia trzeba się trochę najeździć. I tak uważam, że mamy z Tonim szczęście – są pary, które 24 grudnia muszą obskoczyć 2, albo i 3 Wigilie, co jest zadaniem zupełnie karkołomnym. Nam się udało wszystko sprawnie poukładać, i mimo sporej odległości do pokonania, co roku być z naszymi najbliższymi w najważniejszych dla nich momentach.

24 grudnia, Wigilia – Poznań.
Tego dnia do późna siedzimy w pracy. Zamykamy nasze butiki dopiero o 15:00, i my od lat (wcześniej w W.Kruku, a teraz w Ani Kruk) jesteśmy do tej ostatniej chwili razem z dziewczynami. Ale to nie znaczy, że odpuszczamy sobie Wigilię – o nie! W mojej rodzinie obchodzimy Święta w tradycyjny, polski sposób – zbieramy się wszyscy razem, w ponad 10 osób, mamy choinkę, kolędy, 12 potraw. Karp smażony, gotowany, ryba po grecku. Kapusta z grzybami. Nie ma u nas barszczu, za to jest biała zupa rybna. Taka tradycja, po dziadku. Podobno typowo wielkopolska. Łamiemy się opłatkiem, składamy sobie życzenia. Co roku jest podobnie, a jednak inaczej. Tym razem gwiazdą wieczoru był mały Hubert, synek mojego kuzyna Krzysia – powyżej fotka prababci z prawnuczkiem ♥

O tym, że Święta to dla mnie czas rytuałów, poprzez powtarzalność pewnych gestów, zwyczajów, potraw, wpisania się w pewien większy cykl, Tradycję przez duże T, wspominałam już w poprzednich notkach (tutaj). Tutaj pokażę Wam tylko jeden z pięknych tego przykładów: srebrne sztućce, które wykonał mój pradziadek, Władysław Kruk, pod koniec XIX wieku. Dbamy o nie, chuchamy, i wyciągamy na Wielkie Okazje. I jak tu nie przesiąknąć rodzinną tradycją?

aniakruk_swieta_tradycja_rodzinna_sztucce

25 grudnia, I Dzień Świąt, El dia de la Navidad – El Masnou, Barcelona.

Większość osób w poranki 25 grudnia jeszcze odsypia wigilijną imprezę, a my śmigamy autostradą do Berlina, bo mój brat nas podrzuca na lot do Barcelony. Więc jeśli chcecie wiedzieć jak wyglądają drogi 25 grudnia, to służę informacją: jest pusto. Mgliście, pusto i sennie. Ale plus tego jest taki, że sprawnie dojeżdzamy, i po 2,5h lotu jesteśmy na drugim końcu Europy. Jedziemy do domu, do Masnou, prosto na obiadek na godzinę 15:00. Hm, może słowo “obiadek” nie bardzo pasuje do imprezy na 20 osób, najważniejszego momentu Świąt dla Hiszpanów (tak, tak, wcale nie Wigilia, a właśnie I Dzień Świąt!). Jedzenie też jest zupełnie inne niż w Polsce. O karpiu tutaj nikt nie słyszał, o niejedzeniu mięsa w Wigilię również (większość naszych znajomych 24 grudnia wsuwa jamon – hiszpańską szynkę – i owoce morza). El dia de la Navidad jest bardziej osadzony w tradycji. Podaje się specjalną zupę, która się nazywa Escudella. Poniżej fotka. To tak naprawdę taki bardzo intensywny rosół, gotowany przez wiele godzin na 10 różnych rodzajach mięsa – od świńskich nóżek po kiełbasy i kaszankę, oraz warzywach, czasami dla nas zaskakujących, jak garbanzos – cieciorka. Kto w Polsce wrzuca cieciorkę do rosołu?

tumblr_myeswdioey1s2fh8ro1_1280

Escudella jest przepyszna, mówię Wam to szczerze, z ręką na sercu, i wcale nie dlatego, że ją robiła moja przyszła teściowa… ;) Potem, na wielkich półmiskach wyjeżdza właśnie to wszystko, na czym się escudella gotuje. Tutaj fotki nie załączam, bo jak sobie możecie wyobrazić wygląda to mniej apetycznie niż gotowa zupa ;) Potem jemy jeszcze merluze (morszczuka) z almejas (nie wiem jak się nazywają almejas po polsku – to jest któraś z tych odmian małż). A potem mnóstwo deserów – tradycyjne katalońskie turrones, ale też przywiezione z Polski makowiec, sernik i pierniczki. Mniam!

Znacie ten stereotyp, że hiszpańska rodzina jest duża i głośna? Aha. To sobie pomnóżcie to jeszcze przez dwa, a potem przez parę dni Świąt i rodzinnych spotkań. I turniejów karcianych. Bo każde spotkanie prędzej czy później kończy się tym, że wyciągamy karty i zaczynamy grać w “buraka”. El Buraco* przywędrował do nas za pośrednictwem cioci z Rzymu. Gra w niego nałogowo cała nasza hiszpańska rodzina, a 3 lata temu po wspólnie spędzonej Wielkanocy zaraziła się cała rodzina w Polsce. A nawet sąsiedzi…

*Burak (zbieżność nazwy z naszym polskim warzywem przypadkowa) to gra Remiko-podobna, przypomina Kanastę, tylko jest zdecydowanie mniej matematyki i liczenia.

aniakruk_swieta_barcelona1

26 grudnia, II Dzień Świąt, San Esteban – Barcelona.

II Dzień Świąt spędzamy podobnie – to San Esteban, który jest obchodzony tylko w niektórych regionach Hiszpanii, m.in. w Katalonii. Dlatego tego dnia jedziemy do Barcelony, do bardziej katalońskiej, a mniej wymieszanej, części naszej rodziny i tam powtarza się cały rytuał. Jedzenie, rozmowy, kawa, sobremesa, a potem turniej karciany. Na zdjęciu karty, pierścionki (a co! kolekcja FASHION i DECO), i moje miny, gdy przymierzam okulary kuzynki Toniego, Carli.

Zastanawiam się, co jeszcze mogłoby byc dla Was ciekawe, z różnic kulturowych, które gdzieś tam po drodze wynikają. Może temat kolęd? Kruki kolęd nie śpiewają, bo nikt u nas w rodzinie talentu do śpiewania nie ma. Kolędy lecą z płyty, w tym roku na przykład naszych zaprzyjaźnionych Audiofeelsów. Za to w Hiszpanii… W Hiszpanii niektórzy, aż się rwą do śpiewania…. flamenco! Niby jesteśmy w Katalonii, a flamenco pochodzi z południa Hiszpanii, ale jak nagle jedna z ciotek Toniego zaczęła śpiewać, to po 5 minutach mieliśmy cały chór. Dla mnie nadal lekki szok. [ sprostowanie: Toni przeczytał wpis i powiedział, że to nie było flamenco, ale copla, która jest podobna i również pochodzi z południa. Jest popularna również w Barcelonie, z powodu dużej fali migracji Hiszpanów z Andaluzji do Katalonii. ]

Prezenty – to jest dobry temat. Wyobraźcie sobie, że w Katalonii prezentów nie przynosi Święty Mikołaj ani Gwiazdor. Sytuacja jest bardziej skomplikowana. Według tradycji, te duże świąteczne prezenty przynoszą Trzej Królowie – a więc dzieci powinny czekać aż do 6 stycznia, kiedy to w każdym mieście jest wielka parada, wjeżdzają królowie i rozdają grzecznym dzieciom upominki (ciekawy wątek – dlatego wielkie rebajas, przeceny w sklepach, w Hiszpanii zaczynają się dopiero po 6.01, ponieważ do tego czasu jeszcze wszyscy robią wielkie, świąteczne zakupy). Więc co się dzieje w Wigilię?

cagatio

W Wigilię prezenty (ale takie drobniejsze, raczej słodycze itd.) przynosi Caga Tió. Ja na polski tłumaczę to “pniaczek-sraczek”, i przepraszam, że to określenie jest takie dosadne, ale naprawdę po hiszpańsku cagar to nasze, mało eleganckie “srać”. A dlaczego pniaczek? Bo to faktycznie jest kawałek pnia, z katalońską tradycyjną czapką (la barretina), narysowanym uśmiechem i oczkami, którego ustawia się na początku grudnia pod choinką. Dzieci tego pniaczka regularnie dokarmiają, okrywają kocykiem, podsuwają mleko i ciasteczka. Jeśli rodzice są pomysłowi, to Caga Tió może nawet do Świąt przytyć, urosnąć od tego dokarmiania (tj. tata podmienia pniaczka na coraz większy egzemplarz). I co się potem dzieje? W wigilijny wieczór małe dzieci biorą w ręce kijek i… zaczynają biednego pniaczka okładać, żeby, ekhm, jakby tu ładnie powiedzieć, “wydalił” prezenty. I to wszystko w rytm starej, katalońskiej pieśni.

Niewiarygodne. Ale prawdziwe. Jeśli mi nie wierzycie, odsyłam do Wikipedii, gdzie właśnie przeczytałam, że na Caga Tió można też mówić w bardziej elegancki sposób Tió de Nadal – ale serio, jeszcze tego nie słyszałam z ust żadnego Katalończyka. To chyba taka podręcznikowa nazwa…

A to jeszcze nie wszystko, Katalończycy wymyślili jeszcze taką postać jak el caganer. Tak, źródłosłów podobny. To z kolei jest jedna z ważnych postaci w katalońskiej szopce (el pesebre). W centrum uwagi oczywiście jest Jezusek, Maryja, Józef, gdzieś niedaleko aniołki, pastuszkowie. Ale wzrok każdego Katalończyka od razu zaczyna szukać bohatera drugiego planu. Gdzieś schowany za krzakiem na pewno siedzi el caganer, czyli ładnie mówiąc “osoba ze spuszczonymi majtkami, w trakcie załatwiania potrzeby fizjologicznej”. A wypatrzenie go przynosi szczęście, więc wszyscy wytrwale szukają. Tak na marginesie – furorę robią sprzedawane na straganach figurki przedstawiające znanych sportowców i polityków jako caganers. Wpiszcie w Googla i od razu wyskoczą. Hm, poczucie humoru akurat mamy podobne…

PS. Tutaj anegdota. Wybraliśmy się obejrzeć el pesebre viviente – czyli żywą szopkę, w skali 1:1, z prawdziwymi budynkami, aktorami, zwierzętami (kolejna tradycja). Michael, nasz szwagier z USA, z niewinnym uśmiechem pyta: “Skoro wszystko na żywo, to caganer też będzie?” ;)

tumblr_mykp04gOJj1s2fh8ro1_1280

Niemożliwie długi wyszedł ten mój wpis świąteczny, a napisałam tylko o małej części katalońskich i hiszpańskich zwyczajów. Odbiegłam dość daleko od biżuteryjnych tematów, ale El Masnou, Barcelona, Katalonia – mówiąc szerzej, to tak ważna część mojego życia, że chciałabym się nią z Wami podzielić. Szczególnie, że rzadko ma się okazje poznać inną kulturę z tak bliska, tak bardzo “od wewnątrz”, jak właśnie w czasie rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.

Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie lub Tumblrze, to na bieżąco widzieliście zdjęcia, które codziennie wrzucałam. Słoneczko, morze i dobre jedzenie. Barcelona to idealne miejsce do naładowania baterii. Wygrzewałam się w słońcu jak jaszczurka i cieszyłam z każdego dnia spędzonego z rodziną. Nawet jak już nie mogłam patrzeć na karty (oni nigdy nie mają dość!!!).

Ściskam Was (tych, którzy doczytali do końca – respect! ),

tumblr_myxfu9uTCs1s2fh8ro1_1280

I was wearing:
naszyjnik DECO / bransoletki NATURAL STONES i CONCEPT / łańcuszkowa bransoletka z zawieszkami GLAMROCK

Today I’m wearing: delikatne bransoletki

Delikatne bransoletki Ania Kruk

Delikatne bransoletki Ania Kruk

Today I’m wearing:
prawie codziennie noszę moją ulubioną kompozycję zawieszek GLAMROCK / do tego założyłam mix delikatnych bransoletek, od lewej NATURAL STONES / bransoletka z kryształków DROPS / bransoletka LUCKY STONES / łańcuszkową bransoletkę z doczepionymi zawieszkami GLAMROCK

A tutaj jeszcze zoom na moją kompozycję zawieszek – bo na Instagramowym zdjęciu akurat naszyjnik wyszedł niewyraźnie.

Ania Kruk zawieszki GLAMROCK

Rok 2013

shops

Jest 2 stycznia 2014, wszyscy już ochłonęli po sylwestrowej imprezie i przychodzi czas na refleksję nad rokiem minionym. Fajny był ten 2013! Pierwszy rok, który jako firma ANIA KRUK przeżyliśmy w całości, od stycznia do grudnia. Mamy już prawie 2 lata. Wyrośliśmy z raczkowania, teraz już stoimy mocno na własnych nogach. Ba, zaczynamy biegać! :)

Co się zmieniło w 2013 roku?

shops

Otworzyliśmy 4 nowe butiki w 3 miastach. Katowice, Poznań i Warszawa. Razem mamy już 9 sklepów w całej Polsce. Stworzyliśmy 36 wyjątkowych kolekcji biżuterii, czyli nowości trafiały do naszych butików średnio co 10 dni!

To był też rok internetu. Nowa strona internetowa, nowy blog, nowa sesja zdjęciowa.
W 2013 roku opublikowaliśmy ponad 200 postów na Facebooku, 264 zdjęcia na Instagramie i 57 długich notatek na blogu.

 

internet

W 2013 ponad 5 000 osób dołączyło do nas na Facebooku. 983 osoby zaczęły śledzić moje pół prywatne, pół firmowe konto na Instagramie. Jesteśmy w czołówce polskich marek, jeśli chodzi o to medium.

Angażowaliśmy się w kampanie społeczne. Latem razem z Cosmopolitanem prowadziliśmy akcję “Opalaj się bezpiecznie”, walcząc z rakiem skóry. Ze sprzedaży specjalnie zaprojektowanych na tę okazję bransoletek udało nam się zebrać 17 000 zł, które przekazaliśmy Fundacji Tam i z Powrotem. Promowaliśmy zdrowy tryb życia w akcji “Kręć kilometry” razem z Allegro.

mag

W 2013 na stałe zagościliśmy w prasie: piszą o nas kolorowe magazyny, nasza biżuteria regularnie pojawia się w modowych sesjach zdjęciowych i programach telewizyjnych.

 

tvn

Duże zainteresowanie wzbudza nasza historia. Mój brat i ja jesteśmy piątym pokoleniem w jednej z najstarszych firm rodzinnych w Polsce. O szansach, ale i odpowiedzialności, jakie wiążą się z taką pozycją opowiadałam w dużym materiale dla Elle, w Dzień Dobry TVN, a nawet na konferencji firm rodzinnych w Pałacu Prezydenckim. Pisał o nas Forbes, Newsweek, Polityka, Gazeta Wyborcza oraz Rzeczypospolita.

 

stars

Pokochały nas Gwiazdy. Coraz częściej wybierają biżuterię ANIA KRUK, na co dzień i na wielkie wyjście. Podbiliśmy świat blogerów i youtube’a. Nasza biżuteria pojawiła się w ponad 100 stylizacjach u wielu różnych blogerek i vlogerek z całej Polski. Kochamy Was za to, że za każdym razem nas zaskakujecie. Dziękujemy ♥

welovebloggers

Wiecie, co jeszcze okazało się w 2013 roku? Że mamy wielką, i ciągle rosnącą grupę stałych klientów. Odwiedzacie nas regularnie, wpadacie sprawdzić czy są jakieś nowości, tworzycie swoje mini-kolekcje biżuterii ANIA KRUK. To dla nas ogromnie ważne, bo znaczy, że macie do nas zaufanie. Część z Was mogłam poznać przed Świętami w naszych butikach. Pozdrawiam mamę z córką z Łodzi, które były przemiłe i podarowały dziewczynom z butiku czekoladową choinkę, pozdrawiam Pana z Galerii Mokotów, którego spotkałam w naszym butiku już drugie Święta z rzędu! :) Dziękuję Wam za to, że jesteście!

Taki był ten rok 2013… A teraz, do roboty, bo zaczyna się 2014 !!!

Tour de Pologne 2013, czyli z wizytą w butikach

family_kolaz_3_kwadrat

Lubicie kultywować małe tradycje, coroczne zwyczaje? Ja bardzo. Przywiązuję się do ludzi, do miejsc, do moich małych rytuałów. Tysiąc razy wracam do ulubionych książek, mam ulubione knajpki i kawiarnie. Czasami na przekór rzeczywistości – życie idzie dalej, wszystko się zmienia, ale i tak trzymamy się naszych rytuałów. Liceum kończyłam wieki temu, ale naszą paczką zawsze spotykamy się przed Świętami, żeby złożyć sobie życzenia – nie ważne jak trudno zgrać terminy. Nie mieszkam już w El Masnou (pod Barceloną) od prawie dwóch lat, ale kiedy tylko tam jestem, najbardziej cieszę się właśnie na te małe przyjemności, które były związane z naszym życiem TAM. Wpadamy do “La Luna” na pyszne naleśniki, a potem idziemy do Calandrii – naszego wioskowego kina, gdzie nadal są czerwone, pluszowe kurtyny, a pan sprzedający bilety zna mojego narzeczonego od dziecka i jak jest bardzo słaby film to wpuszcza nas za darmo, bo “nie warto za coś takiego płacić” ;)

Boże Narodzenie to dla mnie właśnie taki moment, kiedy zwyczaje i rytuały są szczególnie ważne.

Również w naszej firmie. Mamy taką tradycję, która sięga już wielu lat wstecz, którą zapoczątkowali nasi rodzice w W.Kruku. Co roku, tuż przed Gwiazdką, kiedy jest największy ruch, dołączamy na parę dni do naszej załogi w sklepach, i osobiście stajemy za ladą, sprzedajemy biżuterię, rozmawiamy, doradzamy. Moich rodziców można było zawsze w grudniu spotkać w salonie W.Kruk na ul.Paderewskiego w Poznaniu, mój brat i ja również od liceum pracowaliśmy w grudniowe weekendy w którymś z naszych poznańskich sklepów. Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia to już drugi rok, kiedy kontynuujemy rodzinną tradycję, ale w butikach ANIA KRUK. Nasi rodzice są równie zaangażowani jak Wojtek i ja – tylko, że tym razem objeżdżamy całą Polskę, nie tylko Poznań. Na naszej ścianie w kuchni już od tygodnia wisi cały grafik, kto, kiedy i gdzie jedzie ;)

Jak za każdym zwyczajem, za tym również kryje się wiele znaczeń. Dziewczyny w naszych butikach są na pierwszej linii frontu, mają bezpośredni kontakt z Wami – naszymi klientami. To jest ogromna wartość, być z nimi, móc rozmawiać, słuchać ich uwag, obserwować reakcje klientów. Oczywiście, nie tylko obserwuję. Mimo, że nie mam tak dużego doświadczenia w sprzedaży jak nasze dziewczyny, często wyrywam się do przodu, przedstawiam się i razem z klientami szukam tego idealnego prezentu pod choinkę. Bardzo sobie cenię te doświadczenia. To kopalnia wiedzy – o tym, co jest dla Was, jako naszych klientów ważne, na co zwracacie uwagę, co się podoba, a co nie. To jest dla mnie ogromną inspiracją nie tylko jako dla projektantki, ale też osoby prowadzącej firmę – w głowie wszystko pracuje: co można ulepszyć, jak pokazać nasze pomysły, jak o nich lepiej opowiedzieć.

24 grudnia do ostatniej chwili byliśmy w naszych butikach, już w Poznaniu, żeby zdążyć potem na rodzinną Wigilię. Dziękuję Wam wszystkim, którzy do nas wpadliście! Wesołych Świąt i do zobaczenia w Nowym Roku!

family_kolaz_3_kwadrat

Nasza rozpiska:
18.12 środa – Galeria Mokotów (Warszawa) – Mama + Tata
19.12 czwartek – Plac Unii City Shopping (Warszawa) – Mama + Tata
19.12 czwartek – Galeria Krakowska – Wojtek
20.12 piątek – Galeria Katowicka, Silesia City Center (Katowice) – Wojtek
20.12 piątek – Galeria Łódzka – Ania
21.12 sobota – Plac Unii City Shopping (Warszawa) – Ania
21.12 sobota – Galeria Jurajska (Częstochowa) – Wojtek
22.12 niedziela – Galeria Mokotów (Warszawa) – Ania
22.12 niedziela – Poznań Stary Browar – Wojtek
23.12 poniedziałek – Poznań City Center – Ania
23.12 poniedziałek – Poznań City Center – Wojtek
24.12 wtorek – Poznań Stary Browar – Ania

Misja: Boże Narodzenie 2013

aniakruk_kruk_prezent_bizuteria_gwiazdka

aniakruk_kruk_prezent_bizuteria_gwiazdka

Odliczamy. 20 grudnia, czyli 4 dni do Świąt. APOGEUM gorączki świątecznej!

Dla nas to najbardziej pracowity czas w roku. Wiecie, że spośród najpopularniejszych prezentów kupowanych na gwiazdkę, biżuteria znajduje się w TOP 3 ? Najchętniej kupujemy na prezenty: książki, kosmetyki oraz biżuterię. Zastanawiałam się dlaczego – i chyba wiem. Biżuteria wyraża nasze emocje, górnolotnie mówiąc: jest pięknem uwolnionym od funkcji, użyteczności, praktycznego wymiaru. Biżuterię kupujemy, żeby sprawić komuś przyjemność (albo sobie), wyrazić nasze uczucia. Jest spełnieniem marzenia, kaprysu, zachcianki – a nie potrzeby. I za to ją tak cenimy. Biżuteria ma sprawić, żeby życie było piękniejsze, żebyśmy MY były piękniejsze :) Dlatego jest tak wyjątkowym prezentem, bo wszyscy wiedzą, że przyjemniej dostać coś pięknego niż coś praktycznego!

Pamiętam jak mój tata kiedyś podarował mojej mamie na gwiazdkę komplet garnków (zdarzyło się raz, i już nigdy więcej nie popełnił tego błędu…). Ok, niby fajnie, bo praktycznie, ale kto chce dostać garnki na gwiazdkę?! Wyobraźcie sobie, z jednej strony garnki, nawet te najlepsze, z tysiącem super powłok, nieprzywierające, które w ogóle może jeszcze same gotują. Z drugiej strony naszyjnik, pięknie zapakowany, w błyszczącej różowej torebeczce ustawiony pod choinką. Macie jeszcze wątpliwości co sprawi więcej radości??? ;)

Kocham moją pracę właśnie za to, że mam przywilej tworzyć rzeczy, które spełniają marzenia i przynoszą ludziom tyle radości. To naprawdę super uczucie, szczególnie teraz na Gwiazdkę. Ostatnio spotkałam się z koleżanką na kawę w poznańskim “Ptasim Radiu”, i przez przypadek byłam świadkiem jak dwie dziewczyny dostały w prezencie biżu w naszej torebeczce. Nie mogłam dojrzeć, która to kolekcja, ale widziałam jak się cieszą, jak zadowolone i dumne stawiają nasze różowe torebeczki na stoliku.

I wtedy wiem, że warto siedzieć w pracy do wieczora, zarywać nocki i pracować w weekendy.
Dla Was! ♥

PS. Wy też się robicie tacy sentymentalni, gdy przychodzą Święta? Nic tylko obejrzeć po raz setny “Love actually”… ;)

SHE/S A RIOT by ANIA KRUK

SHE/S A RIOT by ANIA KRUK

Hej! Niespodzianka, którą zapowiadałam na blogu już opublikowana i śmiga po internecie. A na żywo mozecie ją zobaczyć na ul. Mokotowskiej 24, w SHE/S A RIOT General Store. Ale o co chodzi? Wypuściliśmy limitowaną kolekcję biżuterii SHE/S A RIOT by ANIA KRUK! Taki news :)

Co, jak, dlaczego? Już opowiadam.

Dawno temu, za górami, za lasami, w mieście stołecznym Warszawa, spotkały się dwie dziewczyny, dwie projektantki. Ewelina Kustra i ja. Trochę przez przypadek, przez wspólnych znajomych, postanowiłyśmy się spotkać i pogadać, bo jednej i drugiej po głowie chodziły różne pomysły. Czasem długo nosisz się z projektem, który kiełkuje gdzieś z tyłu Twojej głowy, aż spotkasz właściwą osobę, we właściwym czasie (no, jeśli świat byłby idealnym miejscem, to poznałybyśmy się ciut wcześniej – a tak to trzeba było pracować w szaleńczym tempie, żeby zdążyć przed gwiazdką…) i nagle wszystkie elementy robią “klik” i wskakują na właściwe miejsce. I potem bajka może się skończyć już tylko happy endem.

Ewelina Kustra to SHE/S A RIOT. Niezależna marka modowa, zadziorna i charakterna. Co widać po jej koszulkach z napisami i całej kolekcji ciuchów, którą stopniowo rozszerza o coraz to nowe elementy. Czapki? Czemu nie. Płaszcze? Robimy! Biżuteria? Aj, to już bardziej skomplikowany temat… No właśnie. I w tym momencie na scenie pojawiamy się MY! :)

Lubimy eksperymentować, bawić się modą. Znacie nas – co chwilę podejmujemy nowe wyzwanie. Lubimy marki niezależne, projektanckie, takie po prostu z duszą. Dlatego od dłuższego czasu chodził mi po głowie pomysł, żeby zaangażować się we współpracę z innym projektantem, który zainspirowałby nas swoją estetyką, stylem, ubraniami. Któregoś dnia wpadłam na kawę do showroomu SHE/S A RIOT na Mokotowskiej. I kliknęło. Tak po prostu. Właściwie po 15 minutach od poznania już zaczęłyśmy gadać o wspólnej kolekcji – co, jak, dlaczego, dla kogo :)

To wszystko zadziało się w dobrym momencie – nasza nowa kampania zimowa (sprawdźcie!) jest bardzo rockowa, bardzo RIOT. Tak samo nasze kolekcje: jest dużo błysku, łańcuchów, zawieszek, wybijanych ręcznie militarnych blaszek. Kolekcja SHE/S A RIOT by ANIA KRUK to krok dalej. Ewelina miała jasny pomysł: Ania, zróbmy biżu, które krzyczy: “Call the police!”. Czarno-złote. Bezkompromisowe. Pistolet i kajdanki, żadnego lukru.

Z mojej strony, zadbałam o to, żeby wszystko kręciło się wokół tych samych wartości, na które stawiamy w naszej biżuterii.

1. Wolność kreacji. Biżuteria, która się zmienia w zależności od Twojego pomysłu. Prosta bransoletka z czarnego silikonu, jeśli lubisz minimalizm. Do tego możesz dobrać nakładki, zawieszki, doczepić ich ile chcesz – i już ten sam wzór wygląda zupełnie inaczej! Masz już swoje ulubione zawieszki? Doczep je do łańcuszka. Też wyglądają świetnie :)

2. Niestandardowe materiały. Silikon. Kochamy silikon! Ale już trochę miałam dość, że nasi klienci kojarzą go tylko z kolorową biżuterią na lato. Czarny silikon pokazał się od zupełnie innej strony: wygląda bardzo stylowo zestawiony z błyszczącym złotem!

3. Ceny. Lubimy nosić po 3 pierścionki na ręce, po 5 bransoletek na nadgarstku. Od początku istnienia udowadniamy, że można w Polsce stworzyć (i wyprodukować) fajną biżuterię, która niekoniecznie musi kosztować majątek. Tą samą filozofię wyznaje Ewelina – chcemy, żeby nasze rzeczy były dostępne, żeby mogli je nosić ludzie na ulicach, a nie tylko wybrani z wybranych.

Praca nad kolekcją przeniosła się z Warszawy do Poznania – Ewelina wpadła do naszego studia, i zaczęłyśmy działać już konkretnie. To z tym, tak, nie, inaczej. Łańcuch, ale jaki długi? Ile sztuk? Jakie zapięcia? Dyskusja toczyła się również przez maile: wysyłałyśmy zdjęcia, długaśne elaboraty z 20 podpunktami. Potem pomysł na sesję zdjęciową: Ewe, może my same zapozujemy? Fajne dziewczyny, które zrobiły razem fajną biżuterię. Prosty pomysł, prosty komunikat. Autentyczny, prawdziwy. Co z resztą widać po zdjęciach: miałyśmy świetną zabawę malując się, pozując, śmiejąc do aparatu.

Ale już chyba za dużo gadam. Najpierw nie mogę się zabrać do pisania bloga, a potem jak już zacznę – nie mogę skończyć. Ladies&Gentlemen, I give you: SHE/S A RIOT by ANIA KRUK!

SHE/S A RIOT by ANIA KRUK

SHE/S A RIOT by ANIA KRUK

PS. Wrzucam Wam jeszcze fotki z wtorkowego spotkania w SHE/S A RIOT General Store na Mokotowskiej 24, na którym przedstawiłyśmy kolekcję dziennikarzom, stylistom i wybranym blogerom modowym. Działo się! Furorę zrobiły nasze ciasteczka pistolety :)

Limitowana kolekcja SHE/S A RIOT by ANIA KRUK jest w tej chwili dostępna w SHE/S A RIOT General Store na ul. Mokotowskiej 24 w Warszawie, oraz online: shop.shesariot.com

Tak na dobry początek współpracy :)

Omenaa Mensah dla Ani Kruk

Grudzień obfituje w nowości! Oprócz nowych kolekcji, mamy dla Was też innego rodzaju niespodziankę. Omenaa Mensah, znana prezenterka telewizyjna zaprojektowała dla nas szkatułki na biżuterię, które już możecie obejrzeć w naszym butiku w Galerii Mokotów, lub zamówić przez naszą stronę www (tutaj). Wszystko zaczęło się parę miesięcy temu, kiedy obie zostałyśmy zaproszone na konferencję dotyczącą kobiet prowadzących własne firmy. Omenaa od lat projektuje wyjątkowe szafy-dzieła sztuki pod marką AMMADORA, i o tym właśnie aspekcie swojej działalności mówiła na spotkaniu. Od razu umówiłyśmy się na kawę, i zaczęłyśmy rozmawiać o tym, jak można połączyć jej spojrzenie na mebel z naszą filozofią projektowania biżuterii.

W efekcie powstały trzy szkatułki: Walizka – dla współczesnej arystokratki, Plum – szalony mix kolorów i faktur, oraz New York – którą można personalizować wybierając dowolne zdjęcia na obicie. Fajnie? Więcej infomacji znajdziecie tutaj.

kiss!

W Pałacu Prezydenckim

tumblr_mw77teXThM1s2fh8ro1_1280

13.11.2013, środa. I teraz nie wiem, dziennikarze Plejady są nadal ze mną czy już sobie poszli? (dla zdezorientowanych: przeczytajcie najpierw poprzedni post!) Mam nadzieję, że mnie śledzą, bo dziś mam prawdziwego asa w rękawie:

tumblr_mw5i0hr4zc1s2fh8ro1_1280

Ha! I to jest dopiero materiał na “Dzień z…”! Sesje zdjęciowe, wywiady, projekty, spotkania – to jest bardzo glamour i dobrze wygląda w TV, ale każda stylistka/blogerka/gwiazda cyklicznie w tym uczestniczy, taka praca. A Pan Prezydent do Pałacu zaprasza nie codziennie i nie każdego :) Więc duma mnie rozpiera, cieszę się tak bardzo, że nawet mi nie przeszkadza, że zamiast “Ania Kruk” napisali “A.Kruk”. Siła skojarzeń z “W.Krukiem” – ciągle nam się zdarza. Dobrze, że w programie konferencji już poszło w poprawnej formie.

Wstajemy raniutko, bo jesteśmy zaproszeni na wspólne śniadanie z innymi panelistami. “Społeczne i gospodarcze znaczenie firm rodzinnych” – taki jest temat tej dwudniowej konferencji. Aha, powiedziałam już, że ja tam nie idę tak, o, jako gość? Że będę PRZEMAWIAĆ? W Pałacu? PO Prezydencie?! Ok, Pan Prezydent przemawiał o 12.00, a ja o 14.00, ale jednak było to to samo miejsce, ten sam mikrofon wręcz! ;)

Dziennikarzy za nami jeszcze nie chodzą, ale na szczęście mojemu bratu coraz lepiej idzie strzelanie mi fotek komórką, więc jakiś materiał do pokazania mamy. To ja, z księciem Poniatowskim i Pałacem. Jest uśmiech, a co! I’m coming, Mr. President!

tumblr_mw77teXThM1s2fh8ro1_1280tumblr_mw7b51uPNv1s2fh8ro1_1280

O 12.00 konferencję otworzył swoim wystąpieniem Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Bronisław Komorowski. Mówił naprawdę ciekawie, o wielu aspektach firm rodzinnych i ich wpływie na gospodarkę. Serio, bez podlizywania się (chociaż trochę wkraść się w łaski byłoby nawet wskazane – w końcu był gospodarzem całej imprezy). Potem mówił pan Prof. Andrzej J. Blikle (Blikle – rok założenia 1869), Prezes Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych, który wraz z panem Janem Jabłkowskim (Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy – 1917 rok) był organizatorem całego spotkania. Kolejne ciekawe przemówienie należało do Mattiego T. Vanhanen – premiara Finlandii w latach 2003-2010. Wśród publiczności m.in. pani Solange Olszewska, prezes firmy Solaris Bus & Coach. Same duże nazwiska! A między nimi ja. Jak sobie poradzę?

prezydent

Na oficjalnej stronie Pana Prezydenta znalazłam materiał o konferencji – i ja też jestem! Może nie jako gwiazda pierwszego planu, ale zawsze coś ;) Pełen szpan: czekało na mnie miejsce w pierwszym rzędzie oznaczone odpowiednią karteczką. Poziom stresu rósł (oczywiście pod maską promiennego usmiechu – to mam wyćwiczone!), w miarę gdy zbliżaliśmy się do godziny 14.00. W międzyczasie chyba wszyscy już powiedzieli wszystko, co tylko można było o firmach rodzinnych powiedzieć – więc robiło się coraz trudniej.

Nadeszła godzina zero, pan Jarosław Gugała z Polsatu otworzył naszą debatę (temat: “Wartości firm rodzinnych w globalizującej się gospodarce”), a mi się zrobiło miękko w kolanach. 200 osób na sali, flagi i orzełek za mną, a ja mam coś powiedzieć. Szkoda, że przemówień nie można puszczać z playbacku. Jednak piosenkarze pod tym względem mają łatwiej.

IMG_20131118_203515tumblr_mw7k2nTiLW1s2fh8ro1_1280

Zaczęłam tak: “Mam wrażenie, że zaproszono mnie tutaj jako swojego rodzaju żywy przykład trwałości firm rodzinnych. Jestem już piątym pokoleniem w jednej z najstarszych firm rodzinnych w Polsce, której tradycja sięga 1840 roku…” I potem już poszło. Podobno mówiłam ładnie: o emocjach, podnoszeniu się z kryzysu, więziach międzypokoleniowych, patrzeniu na firmę w perspektywie pokoleń, a nie jako inwestycję z 3-letnią datą przydatności. Mówiłam, że bycie firmą rodzinną to nie jest żaden handicap, ale właśnie wartość, która wzbudza zaufanie – w końcu pod tym, co robimy podpisujemy się własnym nazwiskiem.

Dałam radę! Nawet jeden żart mi się udał i publiczność się zaśmiała, ha! A po debacie dwie osoby mi pogratulowały wystąpienia – czyli było dobrze. Mimo stresu. Panie Prezydencie, jeśli szuka Pan kolejnych mówców – ja już przeszłam chrzest bojowy. Mogę kandydować ;)

Nadal środa, godzina 16.00.
Co było dalej? Kolejne spotkania, i jeszcze jedna sesja zdjęciowa (jeszcze nic Wam nie mogę zdradzić). Dopiero o 21.00 wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy do Poznania. Do domu! Bo w domku zawsze najlepiej ♥

Dzień z Anią Kruk

IMG_20131112_165419

Zbieram się już od tygodnia, żeby wrócić do bloga, ale ciągle coś staje na przeszkodzie, dlatego ten listopad tak marnie wygląda jeśli chodzi o ilości wpisów (przepraszam!). Jest gorący okres w naszej branży, gwiazdka już za chwilę, więc ciągle siedzę, a to przy produkcji, popychając ostatnie projekty, żeby jak najszybciej znalazły się w sklepach, a to przy stronie, żeby poprawić ostatnie rzeczy (a właśnie, jak Wam się podoba nowy design?) lub przy marketingu, żeby wszystko ładnie Wam o naszej biżuterii opowiedzieć. W międzyczasie musieliśmy skoczyć z Wojtkiem do Warszawy, żeby załatwić parę spraw w stolicy. Znacie cykl filmów portalu Plejada “Dzień z gwiazdą” ? Otóż jeśli mieliby nakręcić dzień ze mną, to ten wypad do Warszawy byłby po prostu idealną okazją! Mogliby nawet dwa dni kręcić, tyle się działo! I nie chodzi o to, że w Poznaniu nic ciekawego nie robię (wręcz przeciwnie!), ale wiecie: zawsze dobrze w mediach wygląda, kiedy do normalnego życia doda się trochę “glamour” ;)

Dziennikarze z Plejady przegapili okazję, ale od czego jest instagram – ja Wam wszystko zrelacjonuje tutaj na blogu, żebyście zobaczyli jak prowadzenie firmy wygląda od tej ładniejszej, bardziej medialnej strony.

12.11.2013, wtorek po długim weekendzie, pobudka 6.00 rano. Nad Poznaniem mgła. Jak z resztą prawie zawsze o tej godzinie ;) Jedziemy na 2 dni do Warszawy, spakowana walizka już leży przy drzwiach. Walizka jest dosyć wypchana. Tego dnia w planie, oprócz spotkań, mamy też sesję zdjęciową i wieczorny event: więc muszę wziąć ze sobą dużo biżuterii i ciuchów. I butów. I torebek. Ciężkie jest życie kobiety – mój brat po prostu bierze ze sobą garnitur…

Nasze dni w Warszawie zawsze są do siebie podobne przynajmniej pod jednym względem: wypełnione spotkaniami PO BRZEGI. Już nie pamiętam ile razy biegłam na Dworzec Centralny, żeby złapać ostatni pociąg do Poznania. I ile razy się na niego spóźniłam, bo spotkania się przeciągnęły. A potem jest dziura w rozkładzie, i aż do 23:20 nie ma żadnego połączenia – wtedy zrezygnowana sprawdzam program kina w Złotych Tarasach i przynajmniej nadrabiam zaległości filmowe. Co zrobisz.
Docieramy na miejsce i ledwo zdążymy pogadać chwilę z dziewczynami w butiku (zaczynamy od Galerii Mokotów), już musimy lecieć na pierwsze spotkanie. Potem, o 12.00 wywiad dla jednego z dużych, polskich magazynów. O prowadzeniu własnej firmy, o tradycji, o nowych pomysłach. Nie wiadomo kiedy mijają 2 godziny, szybko coś jemy i lecimy dalej, bo już na nas czeka cała ekipa w studiu fotograficznym.

Sesje fotograficzne. Temat-rzeka. Dzisiaj mam jedną, jutro wieczorem kolejną. Z pozoru taki high-life, malują Cię, dopieszczają, jesteś przez chwilę w centrum uwagi wszystkich w studiu. Ale uwierzcie mi: to jest też fizycznie ciężka praca. Po dwóch godzinach już bardzo czujesz zmęczenie, a kiedy sesja trwa cały dzień, pod koniec jesteś padnięta. Kiedy byłam mała uciekałam od sesji jak tylko się dało. A musieliśmy co jakiś czas zapozować: w końcu mój tata był senatorem przez trzy kadencje, znanym w całej Polsce biznesmenem (i do tego z branży jubilerskiej, która jest zecydowanie ciekawsza dla mediów niż np. ciężki przemysł). Już wyrosłam z uciekania przed aparatem, teraz tylko ładnie się uśmiecham i cierpliwie ustawiam według wskazówek fotografa. I najważniejsza rzecz: jestem sobą. Oczywiście, ładniejszą wersją siebie – bo w pełnym make-upie, ale jednak sobą. Mam za sobą kilka nieudanych zdjęć, gdzie jestem dziwnie umalowana, przebrana za kogoś, kim nie jestem. Nawet nie chodzi o to, że ktoś mnie w to wmanewrował – często sama dawałam się ponieść. Myślałam: wow, tak będzie super, takie pojechane zdjęcie, tak to super wygląda. Tylko, że zdjęcia, na których nie jesteś sobą w końcu lądują w folderze “nieużywane” na Twoim komputerze. Bo nie nie mówią nic o Tobie, są portretem obcej osoby z Twoją twarzą.

IMG_20131125_171052IMG_20131112_165419

O 18.00 jedziemy na Mokotowską i mamy tam następną rzecz: tajne spotkanie, o którym nic Wam nie mogę napisać. Kurcze, może lepiej, że nie śledzili mnie dziennikarze, bo z materiału viedo nic by nie wyszło. Powiem Wam tylko ogólnie: przygotowujemy bardzo fajną świąteczna niespodziankę dla Was, więc bądźcie czujni, bo premiera juz w przyszłym tygodniu! Będzie szaleństwo :)))

Potem do hotelu, przebrać się, zjeść kolację i znów wychodzimy. Na zaproszeniu było napisane: casual elegance. Czy coś takiego, już nie pamiętam. Więc na szczęście nie musiałam być na galowo (czy tylko ja mam wrażenie, że w Polsce na każdy event wszyscy się przesadnie ubierają/przebierają, jakby to było conajmniej rozdanie Oscarów?). Obcasy, czarne legginsy i oversizowy top były akurat. Zgadnijcie, co założył mój brat… Aha, tak właśnie. Garnitur. Co za niespodzianka.

tumblr_mwd838KUYI1s2fh8ro1_1280

I was wearing:
bransoletki ze stali szlachetnej z kolekcji DECO / długie naszyjniki z kolekcji BOHO CHIC / pierścionek z kolekcji FASHION

Nie daliśmy się wyciągnąć na dłuższą imprezę, bo następny dzień miał być równie intensywny. Wróciliśmy grzecznie o 22.00 i załapaliśmy się jeszcze na “Skazanych na Shawshank” w TV. Jak się skończyło, nie pamiętam, bo zasnęłam w połowie. Chyba ucieka z tego więzienia w końcu, nie? ;)

Backstage – Ania Kruk AW2013

IMG_20131031_194331 (1)

Odwieczny dylemat: publikować czy nie publikować? Zdjęcia zza kulis odzierają sesję z jej magii, z klimatu, który kreuje się specjalnie na potrzeby sesji czy właśnie nie – są fajne i ciekawe, bo pokazują złożoność całego procesu, przygotowania, pracę włożoną w każde zdjęcie. Inaczej wyglądają modelki nieumalowane, inaczej w pełnym makijażu i zrobionej fyzurze, a jeszcze inaczej na zdjęciach. Kiedy przenosimy się ze swojskiego 3D w płaskie 2D, dzieje się coś magicznego, inaczej zachowują się kolory, kształty, formy. Błyska flesz, i uwieczniony zostaje tylko wycinek tego małego teatru, który dla Was zbudowaliśmy. Spojrzenie, gest, uśmiech uchwycone w tej jednej sekundzie. To co znalazło się poza kadrem nie istnieje, zostaje wymazane.

Wymazane? HA! Nie w dobie smartfonów. Przed iPhonem nic się nie ukryje! (Nie żebym miała iPhona, bo nie mam – ale brzmiało lepiej niz “Sony Xperia” … ). To co miało wstydliwie kryć się w cieniu wychodzi na pierwszy plan. Gdzieś jest bałagan, kubek z niedopitą kawą, karton po pizzy, którą zamówilismy w przerwie. Życie.

I wiecie co? Ja właśnie lubie to życie i ten bałagan. Więc publikuję.

backstage1backstage2IMG_20131031_193840

Taka sesja fotograficzna też przede wszystkim jest długa. Malowanie, czesanie, dobieranie biżuterii – wszystko razy dwa – bo mamy dwie modelki. Raz robimy zdjęcia razem, potem każdej osobno. Wszystko się przedłuża, szukamy odpowiedniego ujęcia, koncepcji. Zakładamy więcej biżu, zakładamy mniej. Poprawiamy włosy, jednak zmieniamy sukienkę. Czas, czas, czas, wszystko trwa wieki! Pracujemy w tej chwili z Adelą. Schodzę na chwilę z planu, zaglądam do naszej mini garderoby. A tam Ola, druga z naszych modelek, skulona na krześle z książką. I to jest dopiero efektywne wykorzystanie czasu! Love it! :*

Pozdrawiam,

IMG_20131031_194825

Nowa kampania – Ania Kruk AW2013

ANIAKRUK_AW2013

Już jest! Nowa kampania, nowe kolekcje – i właściwie: nowy wizerunek. W tym sezonie jesteśmy trochę mniej grzeczni ;) Na zdjęciach nadal jest power, energia i klimat dobrej zabawy, które są tak dla nas charakterystyczne. Ale tym razem pokazałam je nie przez miks kolorów i słońca, ale zupełnie z innej strony. Po prostu, moi drodzy, zimą 2013 idziemy na imprezę! :)

Chciałam, żeby było rockowo: stylowo, nowocześnie i z pazurem. I bardzo, bardzo glamour. Proste kadry: roześmiane dziewczyny, które ruszają razem na podbój miasta i dobrze się bawią, robią miny do aparatu. Świadomie gramy kontrastami: zakładamy modelkom całe mankiety szerokich bransolet z wycinanymi ornamentami, zestawiamy grube metalowe łańcuchy z drobnymi zawieszkami. Proste wzory nabierają charakteru noszone po kilka naraz, pojawiają się perły, kamienie naturalne, kryształy, na dłoniach dużo pierścionków i ażurowych obrączek. Nie ma wątpliwości, że główną rolę odgrywa tu biżuteria, prawda?

Nowa kampania możecie już zobaczyć w naszych butikach, razem z pierwszą falą zimowych kolekcji.

A ja dziękuję bardzo, bardzo za świetną współpracę następującym osobom:

Photography: Ala Wesolowska / www.alawesolowska.com
Set design: Witalis
Hair: Emil Zed
Make up: Ela Przygoda
Models: Adela / Modelplus, Ola / D’vision

Drużyna Szpiku

Każdego roku 10 000 osób dowiaduje się, że ma białaczkę. Często okazuje się, że jedynym rozwiązaniem jest przeszczep szpiku – a znaleźć odpowiedniego dawcę jest bardzo trudno. Tylko dla 25-30% chorych udaje się znaleźć dawcę w rodzinie. Co się dzieje w innych przypadkach? Trzeba zacząć szukać w bazach szpiku w Polsce i na świecie. Istnienie dwóch obcych osób o podobnym profilu genetycznym waha się między 1:100 a 1:1 000 000. Bardziej prawdopodobne jest znalezienie kogoś o odpowiednim profilu jest na teranach, skąd pochodzą/pochodzili nasi przodkowie – dlatego tak ważne jest budowanie odpowiedniej bazy dawców u nas, w Polsce. W tej chwili na 10.000 mieszkańców mamy tylko 65 dawców. Dla porównania: w Niemczech jest to 535 dawców / 10.000 mieszkańców.

Dużo liczb. A tak naprawdę chodzi o prostą rzecz: rejestrując się jako dawca, możesz uratować komuś życie. Naprawdę.

Prywatnie, jestem zarejstrowana w bazie dawców już od roku.

Dodatkowo, w tym miesiącu wsparliśmy Fundację Drużyna Szpiku za pomocą aplikacji Szlachetny Pulpit, która 75% zysków uzyskanych z reklam przekazuje wybranej przez użytkownika organizacji. Tak więc sponsorowane przez nas grafiki, dzięki bazie użytkowników wspierających Drużynę – wspomogły fundację.

Poznań City Center

aniakruk1_PCC_72dpi_kwadrat

Kto tutaj jest z Poznania? Jeśli tak jak ja, na co dzień żyjecie, jeździcie i chodzicie po naszym pięknym mieście, na pewno od miesięcy obserwowaliście co się dzieje na Dworcu Głównym. Całe centrum jest rozkopane: Kaponiera, Most Teatralny, i do niedawna: właśnie okolice dworca.

Nadszedł nareszcie ten piękny dzień – Most Dworcowy został uporządkowany, a Poznań City Center otwarty :) W piątek był prawdziwy szturm! Załączam zdjęcia naszego nowego butiku. Nie mogę się napatrzeć na nasze nowe witryny. Zdecydowanie zmiana na lepsze! Zabawnie, jesteśmy już coraz większą firmą, a każdy nasz sklep jest inny. Nie narzucamy korpo-standardów od linijki, bo wychodzimy z założenia, że trzeba eksperymentować, próbować, rozwijać się. Zmieniamy ekspozcję, układ, witryny. Nie można stać w miejscu!

Udało mi się namówić dziewczyny do zdjęcia :) Ekipa ANIA KRUK w POZNAŃ CITY CENTER to: Ania (którą znacie już z naszego butiku w Starym Browarze!), Agnieszka, Zuza i Kasia. Witamy :)